Rafał Markiewicz

Blog

Redukcja życiowego biegu

Downshifting to modny od kilku lat termin, który w przypadku samochodu oznacza redukcję biegu, natomiast w obszarze rozwojowym, czy też życiowym odnosi się do zwolnionego stylu życia. Mówiąc inaczej downshifting to podejmowanie się mniej wymagających zobowiązań w celu utrzymania zdrowego stylu życia.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - downshifting

Początkowo tym terminem określano zamiany jakie wprowadzali w swoim życiu zawodowym zwolennicy tego trendu. Oznaczało to dla nich zwolnienie zawodowego tempa oraz rezygnację z pogoni za stanowiskami na rzecz pracy mniej prestiżowej i za mniejsze pieniądze, która dawała im w zamian więcej zadowolenia i wolnego czasu. Sam osobiście znam osoby z dużej korporacji, które poprosiły o zmianę stanowiska na znacznie niższe, bo nie wytrzymywały presji i odpowiedzialności na pozycji menadżera. Są wśród nich i tacy, którzy sobie z tą presją radzili na pozór bardzo dobrze, ale w trakcie wizyty u masażysty poczuli jak straszliwie jest pospinane ich ciało i ile bólu kryje się w mięśniach, którego na co dzień nie czują bo ich mózg jest zalany adrenaliną nakręcającą do działania. Znam i takich, którzy dokonali spektakularnej zmiany w podejściu do życia zawodowego po wakacjach spędzonych w małym domku na jednej z greckich wysp. Bardzo też lubię jednego menadżera, który zamienił eksponowane stanowisko dyrektora departamentu w ogromnej firmie po tym jak jego syn, któregoś dnia powiedział: „tato, ja cię prawie nie znam, bo tak rzadko bywasz w domu i to zawsze wtedy kiedy ja poszedłem już spać”. Bliski jest też mi przykład kasjerki z mojego osiedla, która pracowała w jednej z sieci sklepów spożywczych z towarami z wyższej półki. Wiecznie spięta, nadąsana i nie do końca miła. Kiedy ten sklep przejęła inna firma i pojawiło się ryzyko zwolnień zdecydowała się przejść do niewielkiego, osiedlowego kiosku w jednym z pobliskich pawilonów. Przemiana, która w niej nastąpiła jest jedną z najbardziej spektakularnych jaką znam. Choć zamiast wyszukanych produktów spożywczych sprzedaje gazety, proszki, kosmetyki i robi ksero to nigdy jej w tym miejscu nie wiedziałem spiętej, czy zdenerwowanej. Co więcej, raz dostałem nawet przyjazną burę za to, że sam stoję i szukam jakiejś gazety, zamiast o nią zapytać bo przecież od tego ta ekspedientka tu jest, aby pomagać w takich sprawach. Powiem szczerze, atmosfera w tym kiosku jest tak fajna, że aż czasami nie chce się z niego wychodzić.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - downshifting

Nie zawsze też w zmianie życia zawodowego chodzi o presję i eksponowane stanowisko. Czasami kluczem do zmiany jest chęć fizycznego poczucia, dotknięcia efektu swojej pracy. Siedząc w biurze przy excelowych tabelkach, dziesiątkach maili i oglądając kolejne multimedialne prezentacje nowych pomysłów przez cały czas funkcjonujemy w wirtualnym świecie. Możemy podpisywać milionowe kontrakty, podejmować decyzje, które decydują o losie dziesiątek pracowników ale w ich konsekwencji doświadczamy tylko papierowego dokumentu umowy albo elektronicznej wiadomości zawierającej w paru słowach naszą decyzję. To właśnie z tego względu coraz bardziej popularne stają się warsztaty garncarstwa, majsterkowania czy renowacji mebli. Kiedy zajmująca wysokie stanowisko Pani dyrektor zamienia wyszukany strój na dresy i przez 4 godziny papierem ściernym usuwa warstwę starego lakieru z ramy zabytkowego fotela, to może doświadczyć czegoś w jej pracy zawodowej nieosiągalnego. Mianowicie, od razu będzie mogła zobaczyć efekty swojej pracy i poczuć je bardzo dosłownie (zapach rozgrzanego drewna i lakieru, gładkość zeszlifowanej powierzchni itd.). Rzemiosło potrafi uwieść swoją magią tworzenia i wytwarzania oraz bezpośredniego obcowania z materiałem, nad którym pracujemy.

Z czasem powyższe podejście do życia zawodowego przeszło też na życie prywatne, w którym najczęściej oznacza przeciwstawienie się modnemu obecnie konsumpcjonizmowi. Przejawia się to w niekupowaniu tego czego nie potrzebujemy i generalnie prostszym życiu. Zaoszczędzone w ten sposób czas i środki finansowe mogą zostać przeznaczone na to co jest dla nas naprawdę ważne i co sprawia nam autentyczną przyjemność. Zamiast pędzić w weekend do centrum handlowego na kompulsywne zakupy i zapełnianie i tak już przepełnionych szaf, możemy usiąść w domu z kubkiem pysznej herbaty i w skupieniu pokolorować kolorowanki dla dorosłych. Jest ich obecnie pełno w księgarniach i choć na pierwszy rzut oka ta propozycja brzmi dziecinnie, to kiedy zaczniemy takie kolorowanie nasz umysł się uspokoi, wyciszy a my odczujemy satysfakcję z naszej pracy. Możemy przestać oglądać telewizję i dzięki temu zyskać czas na zabawę z dziećmi, ulubionym zwierzakiem albo odgruzowanie naszego mieszkania ze starych i niepotrzebnych dokumentów, gazet i ubrań. Możemy też wolny czas poświęcić na wyszukiwanie tanich biletów i organizować co weekend wypady w nieznane, albo znane i lubiane. Równie interesującą alternatywą może być oddanie się fotografii, pisaniu bloga czy wolontariatowi w organizacjach społecznych, które realizują ważne dla nas cele. Możliwości w tym obszarze są praktycznie nieograniczone, tak samo jak w poszukiwaniu oszczędności. Moja dobra znajoma kilka dni temu kupiła od zawodowego grafika używany zestaw z komputerem stacjonarny, na którym teraz szaleje z obróbką zdjęć . Kosztował ją ¼ ceny, jaką musiałaby dać za nowy laptop o takich parametrach. Ma swojego starego laptopa do innych spraw, a tutaj wystarczyło żeby się mentalnie przestawiła i zaakceptowała fakt zestawu stacjonarnego oszczędzając dzięki temu pieniądze i zyskując dodatkowo sporej wielkości monitor.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - downshifting

Ekstremalni downshifting’owcy mają tylko po 3 koszulki i równie niewiele pozostałych ubrań. Do tego dochodzi kilka elektronicznych urządzeń do kontaktu ze światem i jeszcze parę drobiazgów, tak aby wszystko zmieściło się w walizce. Dodać jeszcze należy rower do przemieszczania, bo po co płacić za samochód albo komunikację miejską. Na koniec niewysoka pensja, tak aby łatwo było zmienić pracę i przenieść się do innego miasta, czy kraju. Książek nie mają bo korzystają z bibliotek lub internetu, mieszkań nie kupują bo wolą wynajmować i to najczęściej z kimś na spółkę. Główna zasada im mniej rzeczy materialnych i zobowiązań, tym większa wolność i swoboda wyboru tego co się w życiu robi.

Czy to droga dla wszystkich – zdecydowanie nie! Niemniej pokazuje ona jedno z możliwych podejść. Może Cię zainspirować do jakiś zmian, albo chociażby skłonić do zastanowienia nad tym co jest naprawdę dla Ciebie ważne. Co więcej chcę Ci odrobinę w tym pomóc:

Znajdź chwilę spokojnego czasu w domu i przyjrzyj się uważnie i świadomie wszystkiemu co Cię otacza. Poszczególnym szafom, półkom, wyposażeniu kuchni, ilości kosmetyków w łazience itd.. Miej przy sobie notes i zapisuj dwie listy. Czego możesz się pozbyć już teraz oraz z czego możesz zrezygnować na przyszłość, gdy skończy się to co masz (np. wyrąbana w kosmos ultra relaksująca i dotleniająca sól do kąpieli).

Kiedy skończysz usiądź i zastanów się teraz jakie niezbędne rzeczy byś kupił, gdyby Twoje mieszkanie doszczętnie spłonęło z całym Twoim dobytkiem (nic się nie uratowało) a Ty miałbyś do dyspozycji jedynie 10 tys. PLN

Jak skończysz porównaj dwie pierwsze listy z tą zrobioną ostatnio. Jakie wnioski Ci się nasuwają? Co sądzisz o rzeczach, które masz teraz lub kupujesz je regularnie a nie ma ich na żadnej z list?

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small przy pisaniu tego artykułu towarzyszyło mi drugie parzenie pysznej zielonej herbaty Gunpowder Temple Of Heaven

Life Factory - projekt

Się udało i czas się znalazł…

Zawsze zwracałem uwagę na słowa dobierane przez moich rozmówców, ale kurs coachingu dodatkowo uświadomił mi ich znaczenie w kontekście stosunku danej osoby do sprawy, o której opowiada. To co mnie najbardziej frapuje to fakt jak często bierzemy na siebie odpowiedzialność za błędy i potknięcia np. nie wyszło mi, dałem ciała itp. ale już w kontekście pozytywnego załatwienia sprawy sprawczość przypisujemy siłom od nas niezależnym np. udało mi się zdać egzamin, poszczęściło mi się i załatwiłem, miałem fuksa bo przyjęto wszystkie dokumenty bez zastrzeżeń. Z niewiadomego powodu mamy opór przed przypisaniem sukcesu samym sobie. Czasami mam wrażenie, że to pozostałość jeszcze z czasów szkolnych, kiedy to nie wypadało mieć samych dobrych ocen bo wychodziło się na kujona. Pamiętam, że na studiach Ci z najlepszymi ocenami często deklarowali, że prawie się nie uczyli ale im wyjątkowo pytania podpasowały i dlatego tak dobrze poszło. Oczywiście wszyscy szybko się orientowali o co chodzi, jak okazywało się, że na te wyjątkowo im pasujące pytania trafiali przy każdym egzaminie 😉

Skoro jednak, już pokończyliśmy szkoły i uczelnie to czas porzucić fałszywą skromność i otwarcie docenić siebie samych. Zatem „zdałem egzamin” a nie „udało mi się zdać egzamin”. Jeśli byłem do niego przygotowany, uczyłem się to nie było tutaj żadnego przypadku i szczęścia, była to czysta konsekwencja włożonej pracy. Nie był to fuks, że przyjęto mi wszystkie dokumenty bez zastrzeżeń. To efekt mojego uważnego ich wypełnieni albo zdobycia wymaganej wiedzy zanim to zrobiłem. Kiedy zaczniemy mówić wygrałem, zdałem egzamin, sprawnie to załatwiłem itd. Zaczniemy też czuć jak wiele w życiu zależy od nas samych. Nabierzemy energii, poczucia kontroli nad życiem i ruszymy z wieloma sprawami do przodu.

coaching - się udało i czas się znalazł

Podobnie jak z powyższym ma się sprawa z czasem. Wielu moich znajomych pyta „jak znajduję czas” na robienie tylu rzeczy w życiu. Otóż nie znajduję go, ja go dobrze planuję. Niestety doba ma zawsze 24 godziny i nie da się jej wydłużyć, gdzieś tam znalezioną na ulicy godziną albo kilkoma. To co robię to ograniczam czas potrzebny mi na wykonanie innych rzeczy, albo świadomie i z całą konsekwencją zarywam kawałek nocy. Mówienie o znajdowaniu czasu jest jednak dla innych o tyle wygodne, że nie muszą się przed sobą tłumaczyć ze złego planowania dnia. Unikają odpowiedzialności stwierdzając oględnie, że nie udało się go znaleźć. Odrębnym pytaniem jest, czy go w ogóle szukali…

Czy pamięć jest darem?

Skoro czytasz ten wpis masz już pewnie swoje lata i mnóstwo wspomnień z całego swojego życia. Tak już  bowiem mamy, że staramy się każde zdarzenie, każdy przypadek, sytuację czy spotkanego człowieka skrupulatnie zachować na przyszłość wkładając go do plecaka zwanego pamięcią. Sam się kiedyś złapałem na tym, że stojąc na jednym ze szczytów Krety, w miejscu pustym o pięknej panoramie i latających nad głową orłach stałem w milczeniu starając się jak najbardziej chłonąć to miejsce i jak najwięcej z niego zapamiętać. Dziś postąpiłbym inaczej, starałbym się nawiązać kontakt z tym miejscem i przez chwilę poczuć się jego częścią – nie zapamiętywać a czuć! Czuć zapach powietrza, zapach ziół, dotyk wiatru na twarzy i grę promieni słońca na skórze. Może nawet na chwile położyłbym się na poboczu i tak praktycznie nieużywanej drogi, aby poczuć tętno i wibracje góry. Stopiłbym się z „tu i teraz” i niczego nie kolekcjonował na przyszłość.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - pamięć

Plecak zwany pamięcią, ma tę właściwość, że chętnie chłonie te dobre, ale również i te złe wspomnienia. Jeżeli kiedyś ktoś nam powiedział, że czegoś nie potrafimy, albo do czegoś się nie nadajemy a my zapamiętaliśmy te słowa – to towarzyszą nam one przez cały czas aż do teraz. Stają się mimowolnie naszym ograniczeniem, w które zaczęliśmy wierzyć dawno temu i teraz kurczowo się go trzymamy. Tym samym nie podejmując żadnych prób aktywności w obszarze, którego to wspomnienie dotyczy.

Tak oto, to co przechowujemy w plecaku przeszłości wpływa na naszą teraźniejszość. Definiuje nas, ogranicza, a bywa że i przytłacza skutecznie podcinając skrzydła. Na pozór doświadczenie ułatwia życie, bo pamiętamy np. że dotykanie gorącego czajnika nie jest dobrym pomysłem i potem unikamy powtórzenia tej sytuacji. Jeżeli jednak rozpamiętujemy fakt, że jeden z naszych przyjaciół nas kiedyś oszukał, to tym sposobem już nigdy możemy nie nawiązać nowej przyjaźni. Mózg na hasło „przyjaźń” szybko zaczyna grzebać w plecaku, odnajduje przykurzone niekorzystne wspomnienie i już wie co robić – wszak przyjaźń jest bolesna.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - pamięć

Zadziwiające jest to jak bez opamiętania dokładamy do plecaka nowe wspomnienia, zupełnie nie zwracając uwagi na jego wielkość i ciężar.  Rośnie z każdym rokiem, coraz bardziej wżynając się w nasze ramiona i dociskając nasze plecy do ziemi. My jednak nakładamy na niego slogan „doświadczenia” i jesteśmy wręcz dumni z jego wielkości. Dźwigamy go z uporem i determinacją godną lepszej sprawy. Jakbyśmy nie mieli dostępu do oczywistej prawdy, że wszystko przemija. Mijają godziny, lata, pojawiają się jacyś ludzie i potem odchodzą, być może dlatego że wykonali już swoje zadanie w naszym życiu zaplanowane dla nich przez los. Pamiętamy i przywołujemy  ich słowa, dzieła i czyny zapominając jednak często, że były one wypowiadane w innym kontekście i czasie.

Pozostaje pytanie po co targamy ten plecak? Do czego nam się przyda w momencie kiedy dojdziemy do ostatnich minut naszego życia? Może zatem to całe nasze poświęcenie nie ma sensu, może dźwigamy go z pychy, bo wierzymy że śmierć nas nigdy nie dosięgnie. Nie zachęcam do całkowitej amnezji i porzucenia pamięci. Zachęcam za to, aby przysiąść gdzieś spokojnie na poboczu swojej życiowej drogi, otworzyć plecak i z rozwagą przejrzeć jego zawartość. Wyrzucić to co już niepotrzebne i bezużyteczne, zmierzyć się z tym co w przeszłości było bolesne (przyznać się do bólu, zaakceptować fakt jego istnienia a następnie pożegnać się z nim dziękując za to, że pojawił się w naszym życiu i z pewnością czegoś nas nauczył). Tak opróżniony plecak przeszyć w połowie, aby już sama jego wielkość nie pozwalała na wrzucanie do niego tego co popadnie. Po wszystkim podnieść się i ruszyć odważnie w dalszą drogę zastępując w przyszłości chęć zapamiętania ciekawością przeżywanej chwili.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - pamięć

Jest w buddyzmie piękny zwyczaj tworzenia mandali. Tworzy się ją wypełniając, czasami nawet przez kilkanaście dni, skomplikowane wzory drobinkami kolorowego piasku. To żmudna i precyzyjna praca, która stanowi zarazem rodzaj medytacji, podczas której można przemyśleć wiele życiowych spraw. To co jednak w tym wszystkim najbardziej ujmujące to fakt, że kiedy mandala jest już ukończona tworzący ją mnisi biorą do rąk szczotki i… jednym ruchem zmiatają wszystko. Jest to prawdziwy symbol nietrwałości i lekcja nieprzywiązywania się do tego co tymczasowe. „Zmieciona” mandala tworzy miejsce do stworzenia kolejnej, bo tak jak w naszym życiu bywa nie sama mandala jest tu celem lecz proces jej tworzenia.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small ten tekst pisałem w towarzystwie smacznej herbaty Pu-Erh Mango Papaja

Life Factory - projekt

Rozwój motyla – czyli czemu coach nie daje rad i rozwiązań

Czasami w czasie rozmów ze znajomymi i nieznajomymi, kiedy pada hasło że jestem coachem  pojawiają się pytania o coaching  a szczególnie o to na czym on polega. To co zwykle wymaga doprecyzowania to kwestia wsparcia ze strony coacha, a szczególnie to dlaczego nie prowadzi za rękę klienta, nie daje rad i gotowych rozwiązań. W takich momentach mam zwyczaj opowiadać historię motyla i mężczyzny:

coaching - przemiana

Mężczyzna znalazł kokon w którym zamknięty był motyl. Oglądał go codziennie, aż pewnego dnia zauważył, że pojawił się w nim niewielki otworek.

Usiadł i przez kilka godzin zafascynowany obserwował, jak motyl z trudem usiłuje przecisnąć się przez tę maleńką dziurkę. W pewnej chwili jednak owad przestał się wydostawać z kokonu. Wydawało się, że wcale nie wysuwa się dalej –  przestał się w ogóle poruszać. Mężczyzna pełen dobrych chęci zdecydował więc, że pomoże zmęczonemu motylowi. Wziął nożyczki i przeciął kokon. Motyl z łatwością się z niego wydostał, ale działo się z nim coś dziwnego. Jego ciało było nabrzmiałe, a jego skrzydła wiotkie i zdeformowane.

Mężczyzna kontynuował swoją obserwację, oczekując że lada chwila skrzydła się powiększą i rozwiną wystarczająco by unieść ciało motyla, które pewnie się skurczy. Jednak nic takiego się nie stało. Motyl spędził resztę życia wlokąc po ziemi obrzmiały odwłok i zniekształcone skrzydła – nigdy nie zdołał unieść się w powietrze.

Mężczyzna nie był świadomy konsekwencji swojej życzliwości i niecierpliwości. Ciasny kokon i wysiłek konieczny by się z niego wydostać powodują że płyn z ciała motyla przechodzi do skrzydeł, dzięki czemu po wydostaniu się z kokonu motyl jest gotów do lotu.

Czasami przezwyciężanie trudności jest właśnie tym czego potrzebujemy w życiu. Gdybyśmy szli przez życie bez pokonywania przeszkód niczego byśmy się nie nauczyli, nie bylibyśmy tak silni jak możemy się stać i nigdy nie mielibyśmy szansy wzbić się w powietrze.

Tymczasem rolą coacha jest właśnie pomóc wzbić się powietrze. Coach nie rozcina kokonu, on motywuje do samodzielnego wydostania się z niego i pokonania trudności. Zamiast nożyczek używa wiary w klienta i motywuje go do poszukiwanie dróg wyjścia z danej sytuacji.

Przyjaźń – odpowiadasz za to co oswoisz

Kilka dni temu jeden ze znajomych udostępnił na Facebooku 10 psich przykazań – od taki niby niewinny wpis, mówiący o psiejsko-ludzkich relacjach.  Mnie jednak jedno z tych przykazań wręcz wbiło w fotel i uświadomiło jeden dotąd przeze mnie niedoceniany obszar.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - przyjaźń

„Żyję od 10 do 15 lat. Jakakolwiek rozłąka z Tobą będzie dla mnie bolesna. Pamiętaj o tym zanim mnie kupisz”

Czytając powyższe uświadomiłem sobie, że nie tak rzadko, aby poprawić humor i kondycję psychiczną starszych osób rodzina kupuje im psa. Na pierwszy rzut oka takie działanie wydaje się szlachetne i z pewnością jest zrodzone z dobrych pobudek.  Pytanie jednak czy jest to działanie dobre dla psa w sytuacji, gdy taki człowiek jest już bardzo bliski schyłku swojego życia i może nie dożyć końca psiego żywota.

Pytanie to dotyczy dość skrajnej sytuacji i nie da się na nie prosto odpowiedzieć na zasadzie czarne – białe. Życia ma bowiem wiele barw i ich odcieni i każdy musi sobie na nie odpowiedzieć sam w swoim sumieniu. Wystarczy, że taki pies – jeśli nie zostałby przygarnięty przez starszą osobę – musiałby spędzić kilka lat w zimnej i mokrej klatce w schronisku, podgryzany przez innych swoich psich pobratymców, a już wydźwięk całej relacji ulega istotnemu przewartościowaniu.

Chciałbym teraz jednak przejść do relacji międzyludzkich, które jak obserwuję od wielu lat ulegają istotnemu spłyceniu. Wirtualizacja życia i komunikowanie się przez internet powoduje, że niejednokrotnie zależy nam bardziej na liczbie znajomych wyświetlanej przy naszym nazwisku w portalu społecznościowym, niż na jakości tych znajomości. Dodatkowo ulegamy złudzeniu, że na bieżąco podtrzymujemy te relacje, bo czytamy różne wpisy tych osób, oglądamy udostępnione fotografie z miejsc, które odwiedzili i odgadujemy ich poglądy na podstawie tego jakie inne profile polubili i co udostępniają na swoim profilu. Najczęściej jednak widzimy jedynie wycinek ich życia i to jeszcze odpowiednio przefiltrowany na potrzeby zbudowania odpowiedniego wizerunku wśród znajomych. Spotkanie z taką osobą w realnym świecie i rozmowa o tym co u niej słychać i jak mija jej życie może być dla nas niezłym zaskoczeniem. Sam zresztą doświadczyłem tego osobiście, kiedy jeden z fejsbukowych radosnych obieżyświatów i nieustający podróżnik o ponad 500 znajomych przyznał na wspólnym piwie, że jest bardzo samotnym i nieszczęśliwym człowiekiem.  Podróże i związane z nimi ekscytujące wydarzenia były tylko sposobem na ucieczkę od głębokiej samotności i chłodu pustego mieszkania.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - przyjaźń

Zachęcam zatem zdecydowanie do częstszych spotkań ze znajomymi a już szczególnie tymi, których traktujemy jako przyjaciół. Do poświęcenia sobie wzajemnie trochę czasu i lepszego poznania. Pamiętajcie jednak, że decydując się na taką relację jednocześnie ponosicie odpowiedzialność za tę drugą osobę. Zatem nieludzkim będzie potem nagłe zniknięcie bez słowa bo znaleźliśmy nową pracę, bo odkryliśmy nowe hobby, albo się zakochaliśmy. Mamy do tego pełne prawo i przyjaźń nie może być dla nas więzieniem, chodzi jedynie o to aby druga strona mogła zrozumieć dlaczego mamy dla niej mniej czasu. Jeśli jest naszym przyjacielem , z pewnością to zrozumie.

O przyjaźni, jej sensie i znaczeniu chyba najdobitniej pisał w swojej książce „Mały Książę” Antoine De Saint-Exupery w dialogu Małego Księcia z lisem:

„Szukam przyjaciół. Co znaczy „oswoić”?

– Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis. – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”.

– Stworzyć więzy?

– Oczywiście – powiedział lis. – Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie…

… – Nie ma rzeczy doskonałych – westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: – Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki – tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu…

… Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.

– Proszę cię… oswój mnie – powiedział.

– Bardzo chętnie – odpowiedział Mały Książę – lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.

– Poznaje się tylko to, co się oswoi – powiedział lis. – Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!”

Cały wpis poświeciłem relacjom z innymi, ale teraz na zakończenie chciałbym zapytać o najważniejszą osobę w Twoim życiu… o Ciebie. Czy miałeś tyle czasu, aby oswoić samego siebie?

Czy wiesz co naprawdę lubisz? Czy jesteś świadomy tego co i kiedy wywołuje Twoje emocje i jak się z nimi czujesz? Czy spędziłeś kiedyś trochę wolnego czasu tylko ze sobą – bez telewizji, książek, komputera i zagłuszania ciszy muzyką. Czy wytrzymałbyś ze sobą miesiąc na bezludnej wyspie bez kontaktu ze światem?

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small w odpowiedni humor przy pisaniu tego tekstu wprawiła mnie herbata YOGI TEA® – BRIGHT MOOD

Life Factory - projekt

Czy można kupić sobie szczęście?

Wielu ludzi zapytanych o to jakie chcieliby mieć życie odpowiada, że „szczęśliwe”. Szczęścia zwykliśmy też życzyć innym, przy okazji różnego rodzaju świąt i rocznic. Powstaje jednak pytanie, co kryje się za tym mitycznym „szczęściem” i czy dla każdego znaczy ono to samo.

Spotkałem w swoim życiu wielu szczęśliwych ludzi, którzy ani nie byli bogaci, ani nie osiągnęli spektakularnych sukcesów w ogólnie pojętym rozumieniu tego słowa. Znałem też paru nieszczęśliwych, spośród tych ze szczytów list popularności. Aż chciałoby się teraz zakończyć tę krótki wpis powiedzeniem „Pieniądze, szczęścia nie dają”. Jednak to nie jest prawda, przynajmniej według Michaela Nortona, który śmie wręcz twierdzić, że szczęście można kupić…

Sztuka upadania

Wiele lat szukałem w swoim życiu stabilizacji i bezpieczeństwa, aby po tym czasie zrozumieć, że są one na dłuższą metę nieosiągalne. Życie i nasze otoczenie ulega ciągłym zmianom i przeobrażeniom. Stała praca na etacie, oszczędności na koncie i stały związek faktycznie uspokajają i dają iluzję spokojnego życia. Nikt, nigdy nie da nam jednak gwarancji dożywotniego zatrudnienia czy też pewności, że któregoś dnia nie nadejdzie choroba, która pochłonie nasze wszystkie oszczędności lub zabierze nam najbliższą osobę. Jakbyśmy się nie chowali przed światem, jak bardzo byśmy nie zabiegali o stabilne i uporządkowane życie, to i tak nie uchronimy się przed niespodziewanym. Nie uda się nam schować w swoim spokojnym mieszkanku i niezauważenie dotrwać do końca życia. Zresztą, co by to dotrwanie miało oznaczać? Szarą, smutną egzystencję przepełnioną strachem i obawą o to, żeby tylko nic nam się nie stało, żeby tylko nie wydarzyło się nic niespodziewanego. „Zasiedzeni” w swojej niezmienności nigdy nie będziemy dobrze przygotowani na to co może nam się przytrafić. Zresztą brak odpowiedniego przygotowania i niepodołanie danej sytuacji wcale nie będą najgorsze – ostatecznie zdarzają się każdemu. Najgorsze będzie to, że kiedy upadniemy to będziemy bali się podnieść lub nie starczy nam na to siły.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - sztuka upadania

Nie nawołuję do życia bez opamiętania, do ciągłego ryzykowania swojego zdrowia i wiecznej niedojrzałej zabawy. Wręcz przeciwnie zachęcam do szukania dobrej i stabilnej pracy, polecam sukcesywne odkładanie oszczędności i każdemu życzę cudownej drugiej połowy. Tylko niech to nie będzie coś, od czego uzależniamy nasze szczęśliwe życie. Bo wtedy nie zadbamy odpowiednio o zawodowy awans i wynagrodzenie w obawie, że jak o to poprosimy albo będziemy o to walczyć to nas zwolnią. Nie będziemy mieli marzeń i celów, bo będziemy chcieli najpierw uzbierać odpowiednią kwotę na koncie bankowym zanim się nimi zajmiemy. Nawet jak znajdziemy kogoś z kim będziemy chcieli razem iść przez życie, to może on/ona nie udźwignąć obciążenia jakim go/ją obarczymy, czyniąc odpowiedzialnymi za nasze szczęści i poczucie bezpieczeństwa.

To do czego zachęcam, to do eksperymentowania w życiu i ponoszenia nieuniknionych porażek, zaliczania potknięć i polubienia siebie również takiego nie zawsze wygranego. Każda porażka jest jednocześnie nauką jak czegoś nie robić lub jak robić to inaczej. Każdy upadek powoduje, że nabieramy wprawy w tym, aby zetknięcie z ziemią było jak najmniej bolesne. Najważniejsze jednak, że po każdym z takich zdarzeniu uczymy się odnajdywać w sobie energię i siłę do tego, aby ponownie się podnieść i podjąć kolejną próbę. To zresztą cecha ludzi, którzy odnoszą sukcesy. Wielu właścicieli dochodowych firm utopiło sporo gotówki w chybionych pomysłach lub nawet kiedyś zbankrutowało. Wielu olimpijskich mistrzów musiało wcześniej przełknąć gorycz porażki lub uporać się z okresowym spadkiem formy a mimo to podźwignęli się i uparcie walczyli o miejsce na podium.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - sztuka upadania

Każdy upadek i każda lekcja jaką dostaniemy od życia uczy nas zaufania do siebie i wiary w to, że damy radę. Dawno temu, w jednej z książek wyczytałem poradę, aby wyłączać w swojej głowie „filmy” o tym, że pewnie coś się nie uda. Powodują one bowiem tylko to, że marnujemy energię na scenariusze postępowania w przypadku niepowodzenia, a tak naprawdę nigdy nie wiemy jak dokładnie sytuacja się rozwinie i jakie działania trzeba będzie podjąć. Zamiast tego autor książki polecał, aby sobie przypomnieć jakąś najtrudniejszą sytuację w życiu i uzmysłowić, że jednak przez nią przeszliśmy, daliśmy radę i jesteśmy „tutaj”. Zatem jak już stanie się coś niekorzystnego, to wtedy i tak użyjemy całego naszego doświadczenia, wiedzy i zasobów w nas drzemiących do jak najefektywniejszego uporania się z danym zdarzeniem. Skorzystałem z tej rady i zadziałał on z całą siłą i stanowczością na moją korzyść. Zatem jeżeli masz listę swoich celów na ten rok, albo marzenie, które z Tobą jest od dłuższego czasu nie odkładaj go na przyszłość, tylko śmiało zabierz się do jego realizacji. Być może coś się nie uda, być może coś nie wyjdzie ale nie zmarnujesz czasu. Bo będziesz już wiedzieć czego nie robić lub co przy kolejnej próbie zrobić inaczej.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small tekst pisany w towarzystwie rozgrzewającego herbacianego naparu Alpejski Poncz

Life Factory - projekt

Trójkąt istnienia

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami, a co za tym idzie wielu z nas zaczyna snuć noworoczne postanowienia i plany na kolejny rok. Często ograniczamy się jedynie do planu jak będzie, bez analizy co trzeba zrobić aby do tego dojść. Tymczasem – jeszcze częściej zapominamy przemyśleć to –  jak nasze postanowienie wpłynie na nas samych i jak zmieni nasze relacje z otoczeniem i bliskimi.

sparkler-839831_1920

Klasycznym już przykładem jest wieloletni związek dwojga ludzi, który popadł w rutynę. Są ze sobą bo są, bo tak wygodnie, bo się przyzwyczaili, bo już nie trzeba się starać i niczego grać przed drugą połową. Kiedy jedno z nich postanawia się „wybudzić”, zacząć coś robić, zmieniać się i rozwijać – przyszłość tej relacji ma zasadniczo tylko dwie drogi. Pierwsza, druga połowa też się uaktywni i zaczną się wzajem napędzać do nowych działań a tym samym wprowadzą nowe emocje i relacje do swojego związku. Co może skutkować jego ponownym rozkwitem. Druga, ludzie w tym związku zaczną się od siebie jeszcze bardziej oddalać, przestaną do siebie pasować, bo jedno będzie chciało zmiany a drugie stagnacji. Początkowo rysy i pęknięcia w relacji nie będą aż tak wielkie, ale z czasem zaczną się pogłębiać. Niezadowolenie i dyskomfort trwania w tym co jest nieuchronnie doprowadzi do rozpadu tej relacji.

Podobnie pochopnym może się okazać, planowanie na ten sam czas rozwoju kariery i rozkwitu miłosnej relacji. Choć zakochanie nas uskrzydla i dodaje nowej energii, to zarazem rozprasza i odciąga od dodatkowych godzin pracy, które z pewnością będę potrzebne przy szybkim wdrażaniu na nowe, wyższe stanowisko czy też przy prowadzeniu nowego projektu.

Jak zwykło się mawiać natura nie znosi próżni. Zatem energię, którą mamy zamiar w coś inwestować musimy skądś zabrać. Każdy zysk, wymaga poniesienia pewnych kosztów i jakbyśmy nie kombinowali nie uda się uniknąć tych zależności. Możemy być jednak bardziej ich świadomi podejmując jakąś decyzję czy postanowienie. Pomocny w tym zakresie może być tzw. „trójkąt istnienia”, który uzmysławia wzajemne powiązania działań i ich skutków.

trójkąt

Powyższy trójkąt można analizować rozpoczynając z dowolnego miejsca i w dowolnym kierunku podążając. Przy czym, co istotne wykonanie pełnego obrotu nie kończy zadania, ponieważ aby prześledzić dobrze konsekwencje trzeba spoglądać na sytuację z nowej perspektywy, która nam się unaocznia wraz z poznawaniem odpowiedzi na pytania przypisane do każdego z wierzchołków:

Jestem:

  • Kim chcę się stać?
  • Jakim człowiekiem pragnę się okazać?
  • Jak chcę być postrzegany/postrzegana?
  • Jaką rolę chcę pełnić?
  • Jakie 10 cech według Ciebie będzie pasowało do tej roli?

Robię:

  • Co chcesz robić?
  • Czym chcesz się zajmować?
  • Do czego dążysz?
  • Z jakich możliwości korzystasz?
  • Jakie swoje umiejętności wykorzystujesz?

Mam:

  • Co chcesz osiągnąć?
  • Co ma być wynikiem działania?
  • Co chcesz mieć?
  • Czego chcesz się nauczyć?
  • Jaką wiedzę zdobyć?

Przykładowa  ścieżka może wyglądać następująco:

{Robię} chcę zmienić pracę – {Mam} nowe stanowisko w nowej pracy – {Jestem} początkującym pracownikiem  – {Robię} pracuję dużo – {Mam} większą wiedzę ale też mniej prywatnego czasu – {Jestem} kierownikiem – {Robię}  zarządzam ludźmi, ale czasami też ich zwalniam – {Mam} władzę ale i odpowiedzialność – {Jestem} kimś ważnym ale i zmęczonym – {Robię} ćwiczę i dbam o dietę, aby mieć siłę do pracy – {Mam} sporo pieniędzy i mało czasu – {Jestem} zapracowanym singlem – {Robię} pracuję więcej, aby spłacać kredyt i odłożyć na wakacje – {Mam}  ładny dom i elegancki gabinet w biurowcu… itd.

albo

{Robię} zaczynam biegać i ćwiczyć – {Mam} stały karnet do fitness klubu – {Jestem} pełen energii  – {Robię} dbam o odpowiednie odżywianie – {Mam} ładną sylwetkę i widoczne mięśnie – {Jestem} zadowolony z siebie i swojego wyglądu  – {Robię}  nie piję alkoholu i się wysypiam  – {Mam} mniej znajomych, bo nie chodzę na imprezy  – {Jestem} okazem zdrowia  – {Robię} poznaję nowe sporty i aktywności – {Mam} grono nowych znajomych, którzy ćwiczą tak jak ja  – {Jestem} zadowolony z siebie… itd.

Planowanie i przewidywanie to jedna z możliwych metod. Możesz również zdecydować, że zaczniesz bardziej słuchać siebie i działać zgodnie z własną intuicją, bez względu na konsekwencje.  Każda z dróg może doprowadzić Cię w inne miejsce i dać inne doświadczenia. To co jednak ważne, to aby raz na jakiś czas na chwilę się zatrzymać i spojrzeć gdzie się zaszło, czy dalej chce się iść tą samą drogą i czy, aby przypadkiem nie należy zmodyfikować swoich planów. Wiele racji miał bowiem Woody Allen mówiąc:  „Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość”.

Jeżeli potrzebujesz pomocy, aby przyjrzeć się temu gdzie teraz jesteś. Chcesz z kimś obiektywnym przegadać plany na przyszłość albo masz plan i potrzebujesz wsparcia przy ułożeniu drogi dojścia do niego – to wiesz, gdzie mnie znaleźć 😉

Jeszcze nie teraz!

Kilka dni temu byłem świadkiem, jak jeden z przyszłych kierowców oblał jazdę egzaminacyjną na prawo jazdy, w jednej z osiedlowych uliczek. Przez uchyloną szybę L-ki usłyszałem tylko złowrogi głos egzaminatora „Popełnił Pan błąd, egzamin nie zdany – zamieniamy się miejscami”. Los chciał, że kilkanaście minut później spotkałem tego chłopaka na przystanku, kiedy rozmawiała z kimś przez telefon: „To już trzeci raz. Nie jestem w stanie zdać tego egzaminu, chyba sobie odpuszczę”. Nadjechał autobus, chłopak przerwał rozmowę i obaj wsiedliśmy do środka. Raczej nigdy nie zagaduję nieznajomych, ale tym razem zrobiłem inaczej. Usiadłem obok niego, przedstawiłem i powiedziałem, że widziałem jego egzamin jak i słyszałem późniejszą rozmowę. Powiedziałem również, że ja zdałem dopiero za czwartym razem, a na ulicę z placu manewrowego wyjechałem dopiero przy trzecim egzaminie. Mogę jednak z perspektywy czasu powiedzieć, że dobrze iż tak się stało, bo każda niezaliczona próba nauczyła mnie czegoś, co potem przydało mi się na drodze w czasie realnej jazdy.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - wyzwania

Czemu tak zrobiłem, bo mam znajomego który do egzaminu na prawo jazdy pochodził osiem razy i dopiero ten ósmy był tym, który dał mu uprawnienia do prowadzenia pojazdów. Mam jednak i drugiego znajomego, który po czwarty egzaminie poddał się zupełnie i stwierdził: „że prowadzenie samochodu nie jest dla niego”. Co ich różni? Najprawdopodobniej programowanie z dzieciństwa. Ten pierwszy mógł być chwalony lub nagradzany nie tylko za najwyższe oceny w szkole, ale i za sam fakt poprawy tych gorszych. Dzięki temu trudności i wyzwania, traktuje jako coś co go rozwija i pomaga mu się stawać coraz lepszym.  W przypadku tego drugiego, najprawdopodobniej liczyła się tylko sama ocena – albo dobra, albo zła. Nikt nie doceniał jego starań i postępów.  W późniejszym jego życiu wystarczyło niepowodzenie, aby się poddał i odpuścił – bo po co się starać, skoro i tak nikt tego nie doceni. Liczy się najwyższa nota, albo żadna.

Świetnie tę zasadę opisała profesor Carol Dweck,  która bada „rozwojowy sposób myślenia”. Jest to idea, zgodnie z którą możemy zwiększyć możliwości naszego mózgu by się uczyć i rozwiązywać problemy. Jednym z najważniejszych jej założeń jest, aby kiedy się nie udaje nie przypinać innym albo samemu sobie „łatki” nieudacznika, głupka albo że, to dla mnie za trudne. Lepiej stwierdzić „Jeszcze nie teraz”. To określenie nie stygmatyzuje, nie odbiera energii i nadziei. Skłania raczej do poszukiwania tego co poszło nie tak, poprawiania błędów i podejmowania kolejnej próby.

Jedną z odmian tej zasady jest sformułowanie używane przez moją przyjaciółkę i zarazem moją nauczycielkę angielskiego. Kiedy odnośnie jednej z kwestii biznesowych powiedziałem jej, że „nie dam rady na tym zarabiać tyle ile bym chciał” – natychmiast zmyła mi głowę stwierdzeniem: „Nie mów nie dam rady, mów nie wiem jeszcze jak to zrobić!”. Kończąc ten wpis pozostaje mi jeszcze zaprosić Was na krótki wykład profesor Dweck oraz życzyć takich przyjaciół jak moja nauczycielka od angielskiego 😉

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small tworzeniu tego tekstu towarzyszył kubek pysznej czarnej herbaty  Assam Hattialli

Life Factory - projekt

Czy jesteś człowiekiem?

Pojutrze już Wigilia i lada moment rozpoczną się świąteczne spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Pewnie teraz jeszcze wielu z nas jest zawieszonych, gdzieś między pogonią za prezentami a świątecznymi porządkami. Kiedy nadejdzie 24 grudnia i zabłyśnie pierwsza gwiazda, gwałtownie wszystko wyhamuje i zasiądziemy do wigilijnej kolacji. Nie da się już uciec w pracę, porządki, brak czasu i inne takie tam… – trzeba będzie porozmawiać. Może z najbliższą rodziną nie będzie to takie trudne. Kiedy jednak nadejdzie czas świątecznych obiadów i tym podobnych wizyt, odwiedzą nas znajomi lub dalsza rodzina i tutaj niejednokrotnie rozpocznie się cały „spektakl teatralny”. Ubierzemy maski idealnych ludzi, wzorcowych rodzin i nieskazitelnych rodziców. Zacznie się licytacja na sukcesy, osiągnięcia i szczęśliwość w życiu. Być może – kiedy się tym zmęczymy – stół stanie się świadkiem bitew na poglądy polityczne, zasady moralne oraz całego tuzina rad jak powinniśmy układać sobie życie.

Zanim się to wydarzy. Zanim spotkanie towarzyskie przerodzi się w kłótnie lub spektakle pod tytułem „Jak świetnie sobie radzę w życiu i powiem Wam teraz co powinniście robić”, warto abyśmy sobie przypomnieli, że jako ludzie nie jesteśmy idealni. Robimy głupoty, popełniamy błędy i wszyscy mamy na sumieniu jakieś grzeszki. Może dzięki temu złapiemy dystans, spuścimy powietrze i zamiast się niepotrzebnie napinać miło spędzimy ze sobą czas. Zapraszam na krótki test „Czy jesteś człowiekiem?”