Rafał Markiewicz

Blog

Kochamy nasze MiSie, a one nas gubią

Pluszowe misie były nieodłączną częścią naszego wczesnego dzieciństwa. To do nich tuliliśmy się w obawie przed złym światem, gdy czuliśmy strach, gdy rodzice nie dawali nam tego czego bardzo chcieliśmy i gdy w ogóle było źle. Misie dodawały otuchy i wprowadzały poczucie spokoju, bo były takie miękkie, przyjemne i swojskie. Mogło by się wydawać, że kiedy wyrastamy z dzieciństwa i stajemy się dorośli, to misie odchodzą w zapomnienie. Nic bardziej mylnego, przybierają one jedynie inną formę. Pluszowe misie, zamieniają się w MiSie, a w zasadzie w „mi się należy…”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - mi się należy

Dorosłych dzierżących swoje MiSie spotykam prawie na każdym kroku. Przychodzą do mnie na sesje coachingowe, widzimy się na salach szkoleniowych, wpadam na siebie w sklepach, podczas imprez towarzyskich, ale również i w gabinetach poważnych menedżerów. Słyszę wtedy od nich, że „należała mi się lepsze przeszłość, z lepszymi rodzicami, bo teraz byłbym „kimś”, a nie tym kim jestem”, „należy mi się podwyżka, bo przecież jestem tutaj tak długo”, „należał mi się lepszy zespół pracowników, bo tym ciężko zarządzać”. Tak sobie tego słucham i zawsze się zastanawiam skąd to przekonanie o tym, że „mi się coś należy”. Czy ktoś nam to obiecał? Czy mamy z kimś jakąś umowę?

Po latach wiem, że faktycznie jest to umowa, ale umowa z samym sobą. Nosimy te MiSie, bo dzięki nim nie musimy nic robić, nie musimy się starać, ani podejmować żadnego ryzyka. MiSie są wygodną wymówką, ale zarazem symbolem ofiary. Ofiary, którą sami zdecydowaliśmy się być. Wolimy obnosić się ze swoim MiSie’m i epatować nim wszystkich dookoła zamiast samemu doprowadzić do zmiany sytuacji. Ostatecznie to tak miło wtulić się w tego miękkiego i biernego MiSia, zamiast zakasać rękawy i wziąć się do działania. Kiedy pracuję z moimi klientami, zdecydowanie namawiam ich do odłożenia swojego MiSia na półkę i rozpoczęcia dorosłego życia bez dziecinnych pretensji.

Kiedy na jednym ze szkoleń usłyszałem od uczestnika, że niedobry szef nie daje mu podwyżki. Zapytałem go o to, co zrobił aby pomóc swojemu szefowi mu ją dać. Czy przyszedł do niego z listą swoich osiągnięć z ostatniego roku, czy wypisał mu w punktach jakie nowe kompetencje lub umiejętności nabył ostatnio, czy wylistował swoje wdrożone pomysły lub projekty, w których brał udział? Był bardzo zaskoczony moją reakcją, bo nagle zacząłem od niego oczekiwać działania i zaangażowania. Tymczasem on wolał przyjść do szefa ze swoim pluszakiem po podwyżkę, bo „mi się należy”. Najzabawniejsze w tym było jednak to, że nie za bardzo potrafił uzasadnić, dlaczego niby mu się ona należała. Często zapominamy o tym, że nasz szef też musi gdzieś u swojego szefa o tę podwyżkę zawnioskować i kiedy dostaje od nas taką listę naszych osiągnięć, znacznie łatwiej mu taki wniosek złożyć.

Kiedy indziej, klientka z jednego z salonów sprzedaży żaliła mi się na swojego szefa, że jest on taki nie dobry, bo jej nie motywuje. Jednak jak się potem okazało, przez 5 miesięcy swojej pracy w tym miejscu nigdy nie wyrobiła swoich planów sprzedażowych, a ten rzekomo niedobry szef oddawał jej nawet swoich klientów, aby mogła podbić własne wyniki. Była bardzo zaskoczona kiedy zabrałem jej MiSia, pytając czy wie o tym, że szef faktycznie powinien motywować, ale zarazem zwalniać tych, którzy nie robią planów sprzedażowych.

Jeżeli i Wy macie swoje MiSie, odłóżcie je czym prędzej na półki, ułóżcie dekoracyjnie na kanapach lub wsadźcie je do komody. Jesteście za duzi na chodzenie z pluszakiem przy boku i narzekanie na niesprawiedliwy świat. To działanie, a nie trwanie w bierności, jest tym co może Wam przynieść zmianę w życiu.

To nie znaczy…, czyli nie dokopuj sam sobie!

Nierzadko, na początku pracy z moimi klientami, ja wierzę w nich bardziej niż oni w samych siebie 😉  Wszystkim im (i nie tylko), dedykuję poniższy tekst. Tak łatwo nam się surowo osądzać, a tak trudno dostrzegać to co w nas dobre i cenne. Tak łatwo słuchamy ocen innych, zamiast głosu naszej wiary w siebie…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - to nie znaczy

Obrazek zapożyczony z tego posta na FB:

Strefa paniki – ukrywany obszar rozwoju

Prawie każdy słyszał o „strefie komfortu”, w której jest miło, słodko i bezpiecznie, ale zarazem bywa nudno i rutynowo. Są nawet tacy, którzy mówią, że „Strefa Komfortu to jedno z najpiękniejszych miejsc w życiu, problem tylko w tym, że nic nowego w niej nie wyrośnie.”. Praktycznie wszyscy zachęcają nas też do jej opuszczenia, bo poza nią ma być lepiej, ciekawiej, dynamiczniej i niemal magicznie. Tam też, ma toczyć się to prawdziwe życie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - strefa paniki - strefa komfortu

Sam wielokrotnie przekraczałem granice własnej strefy komfortu i robiło to także wielu moich klientów. Bazując na tych doświadczeniach śmiało mogę powiedzieć, że warto podjąć ten wysiłek i posmakować nieznanego, bo tylko tak rozwijamy swoje skrzydła i zaczynamy pełniej korzystać z potencjału naszych możliwości.

Ukryta strefa

Jestem coachem, niejednokrotnie motywuję ludzi do działania i wspieram ich w osiągnięciu założonych celów. Daleko mi jednak do krzykliwych mówców motywacyjnych, którzy pompują swoich słuchaczy sporą dawką pozytywnej energii i kiedy są na tym energetycznym haju krzyczą do nich: „Skacz poza strefę komfortu – możesz wszystko!”. Nie robię tego, bo wiem że w tym nadmuchanym energią skoku mocno się pokiereszują, a do tego po takim energetycznym haju w ciągu kilku dni zabraknie im energii do działania. Zabraknie, bo nie była ich. Pochodziła od mówcy motywacyjnego i nakręconej przez niego grupy uczestników spotkania. To co jednak będzie najbardziej niekomfortowe w tej sytuacji to „strefa paniki” w która wpadną, a o której istnieniu nikt ich nie uprzedzał.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - strefa paniki - strefa komfortu

Oczywiście, są tacy co przebiją się przez nią na pełnej prędkości i pofruną wprost do miejsca spełnienia marzeń. Tych będzie jednak niezbyt wielu. Większość utknie na chwilę w strefie paniki i będzie musiała się zmierzyć ze swoim lękiem, rozterkami co do właściwości podjętej decyzji oraz trudnościami, które przewrotny los wykorzysta jako ostateczny test ich wiary w życie poza strefą komfortu. Część z nich go nie przejdzie i posłusznie wróci do miłej i przytulnej strefy dotychczasowego komfortu.

Wzmacniająca świadomość nieuchronnego

Z rozwojem i wprowadzaniem zmian w życiu jest bowiem tak, jak ze startem rakiety kosmicznej. Na początku jest jakieś marzenie, cel do którego chcemy dotrzeć. Zaczynamy gromadzić odpowiednie środki i pompować paliwo do silnika rakiety, która ma nas wynieść wysoko poza ziemską atmosferę i poza uziemiające nas przyciąganie ziemskie. Wreszcie nadchodzi moment wyczekiwanego startu. Jest huk, wiele dymu i mnóstwo mocy, która wynosi nas w górę. Następnie następuje chwila w miarę spokojnego wznoszenia i kiedy już jesteśmy o krok od opuszczenia naszej planety, nagle rozpętuje się piekło. Kadłub rakiety wręcz płonie, wszystko straszliwie wibruje, telepie się i jest mnóstwo hałasu. Czemu astronauci w panice nie zawrócą rezygnując z przebicia się przez atmosferę? Nie zrobią tego, bo byli świadomi, że ten moment nastąpi i byli na niego psychicznie gotowi. Co więcej niejednokrotnie tą trudną fazę lotu przećwiczyli w symulatorze i choć nie była ona w 100% tym, czego w danej chwili doświadczają, to wiedzą dobrze jak się w tej sytuacji zachować.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - strefa paniki - strefa komfortu

Podobnie pracuję z moimi klientami i choć nie mam symulatora lotów, to staram się ich przygotować na to co się może zdarzyć w strefie paniki. Po pierwsze zawsze ich proszę, aby zapisali cel i powód, dla którego chcą go osiągnąć, co pomoże im w przypadku trudności i braku energii do działania. Zniechęcenie bowiem łatwo podpowiada fałszywe rozwiązanie: „Nawet nie wiesz po co to tak do końca robisz. Odpuść sobie – to bez sensu”. Po drugie przewidujemy możliwe problemy i się na nie zawczasu przygotowujemy.

Dyrektor z korporacji zaczynający własną działalność w domu, pomimo tego że wspiera go w tym żona, wpierw omawia z nią jak będzie wyglądał jego dzień pracy. W tym to, iż fakt, że siedzi w domu nie będzie oznaczać, że będzie miał więcej czasu na zajmowanie się nim, a paradoksalnie, jak biznes zacznie się rozwijać, może go mieć mniej niż obecnie. Wybitna specjalistka, która od 3 lat stara się o podwyżkę, w sytuacji kiedy jest kluczowym pracownikiem w firmie i do tego zarabia znacznie poniżej rynkowej wyceny stanowiska, nie tylko szykuje argumenty merytoryczne związane z pracą, ale ćwiczymy także odporność na dwie techniki jej szefa: rozmywanie sprawy i jej odwlekanie oraz szantaż emocjonalny, że on taki biedny a ona taka niewdzięczna. Moja klientka idzie na rozmowę z kartką, na której jest m.in. mały rysunek (symbol), na który ma spojrzeć, kiedy szef zacznie wykorzystywać jej emocje. Ten rysunek, symbolizuje dwie sprawy „wspomnienie wielkiej i niesprawiedliwej awantury, jaką szef urządził mojej klientce jednocześnie ją obrażając” – to pozwoli jej złapać dystans do obrazu biednego i poszkodowanego szefa oraz „trzy wypracowane odpowiedzi, które pozwolą odrzucić tę manipulację emocjami i powrócić do tematu podwyżki, jej wysokości i terminu jej przyznania.” Tak oto, moi przykładowi klienci przygotowali się na swoją konfrontację ze strefą paniki, aby ją przetrwać i ruszyć dalej przed siebie.

To jak, decydujesz się lecieć tam, gdzie „dzieje się magia”?

Strach to wyzwanie, a nie słabość

Wrzesień to miesiąc, w którym często mamy zamiar wprowadzić w naszym życiu zmiany zaplanowane jeszcze w czasie wakacyjnych wyjazdów i wypoczynków. To właśnie wtedy zwalniamy tempo życia i wychodzimy z rutyny działania na autopilocie. Zauważamy to co nas uwiera i przeszkadza nam w osiągnięciu poczucia szczęścia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - strach

Początkowo jesteśmy pełni energii i niecierpliwie oczekujemy w blokach startowych na nadchodzącą datę zmiany. Jednak czym jesteśmy jej bliżej, tym poziom energii nam spada, bloki startowe nagle stają się niewygodne, rozwiązują się nam sznurówki i po cichu schodzimy z bieżni, która miała nas powieść do nowego etapu naszego życia. Ten scenariusz powtarza się u wielu z nas każdego roku.

Skąd ta niemoc? Czemu tak łatwo się poddajemy? Za wszystko odpowiada strach. Zjawia się nagle na linii startu z tym swoimi pytaniami: „a co jak się nie uda?”, „po co coś zmieniać, jak nie jest aż tak źle?”, „czy warto ryzykować?”. Ma też tuziny fotosów, z tymi którym nie wyszło. Z tymi, którzy ruszyli w zmianę i polegli. Wymachuje nimi zasłaniając stające za nim: nadzieję i wiarę w siebie. Jest niezwykle przebiegły i skuteczny. Jawi się jako zatroskany przyjaciel , ale kiedy tego nie widzimy, wysysa z nas energię i sączy w jej miejsce jad przepełniony strachem.

Wielu moich klientów, którzy szykują się do zmiany wspomina o strachu. O tym, że się boją i zaczynają się zastanawiać, czy podołają temu wyzwaniu. Uznają też, że strach jest przejawem ich słabości. Tymczasem strach to nie słabość, a odwaga do działania nie oznacza jego braku. Odwaga – oznacza jedynie działanie pomimo tego, że się boimy. Wspomina o tym zresztą wielu biznesmenów, polityków, sportowców i innych ludzi, którzy odnieśli w swoim życiu wielkie sukcesy. Mają odwagę mówić o tym, że strach momentami ścinał ich z nóg, ale oni widzieli w oddali swój cel i parli do niego z całych sił, nawet tych przez strach nadwątlonych.

Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wodza na pustyni.
„Dokąd pędzisz?” zapytał wódz.
„Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”.
W drodze powrotnej z Damaszku, Zaraza znowu mijała karawanę. Wódz powiedział: „Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”.
„Nie”, rzekła Zaraza. „Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę”.

Fruwasz, czy tylko zwisasz?

W czasie tegorocznych wakacji na Maderze zobaczyłem w mieście Funchal pomnik, który z pewnością zostanie na długo w mojej pamięci i do którego zawsze będę powracał w chwilach zwątpienia i niepewności. Pomnik „Upadłego anioła” jest bowiem dla mnie rzeźbiarskim uosobieniem braku wiary w siebie, mentalnej niemocy i rozpaczliwej bierności.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - strach, bierność, działanie

Kiedy widzisz potężnego anioła o wspaniałych skrzydłach, który bezradnie zwisa na stalowych prętach w iluzorycznej klatce, aż chcesz krzyknąć do niego „Leć! Użyj skrzydeł! Rozwal tę klatkę!”. Chciałem krzyczeć i ja, przytłoczony jego bezradnością i irytującą biernością. Głos jednak uwiązł mi gardle. Po pierwsze, z tego powodu, że to idiotyczne krzyczeć na pomnik. Po drugie, bo przypominałem sobie, że podświadomie irytuje nas w innych to, czego nie lubimy w samy sobie.

Nagle na miejscu tego anioła zobaczyłem samego siebie. Ze swoją wiedzą, zdolnościami, umiejętnościami i całym moim potencjałem, w który zdarza mi się czasami wątpić. To są moje skrzydła, których gdybym tylko z całą wiarą użył roztrzaskałbym niejednokrotnie klatkę moich obaw i strachu. Chwile zawahania, gorsze momenty lub przebłyski braku wiary w siebie zdarzają się każdemu. Nawet tym najbardziej zaradnym, silnym i przebojowym. Wtedy właśnie jesteśmy jak ten anioł.

Wisimy bezradnie, budując kontury swojej klatki z „Nie da się”, „To dla mnie za trudne”, „Niemożliwe”, „To mnie przerasta”, „To bezsensu, bo i tak nic nie zmieni” itd. Nie dostrzegamy jednak, że ściany klatki nie są niczym wypełnione, że jest w nich przestrzeń na głęboki oddech i rozłożenie skrzydeł, w których istnienie zwątpiliśmy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - strach, bierność, działanie - upadły anioł

Ten pomnik zdradza jeszcze jedną tajemnicę, która wszystko utrudnia i komplikuje. Ten anioł do końca nie upadł, bo wciąż utrzymuje się nad ziemią. Być może wierzy nawet, że fruwa choć de facto jedynie zwisa. Być może wierzy, że używa swoich skrzydeł, choć de facto trzymają go jedynie stalowe pręty. Gdyby runął na ziemię, być może by się przebudził i poderwał do lotu, a tak pozostaje wciąż w biernych bezruchu. Ostatecznie do finalnego upadku jeszcze trochę brakuje. Ile to razy słyszałem „Co prawda nie jest dobrze, ale wiesz mogło by być jeszcze gorzej” jako idealną wymówka przed wzięciem odpowiedzialność za swoje życie i działaniem. W tym momencie „mogło by być jeszcze gorzej” to takie nasze pręty, na których zwisamy. Zapominając o tym, że wcześniej czy później przeżre je korozja, a my grzmotniemy z impetem o ziemię. Pozostaje jedynie pytanie, czy będziemy jeszcze wtedy pamiętali jak używa się skrzydeł?

„A jeśli upadnę? Oh, moja droga, a co jeśli polecisz?”

„Nie mam czasu” – to ściema

Z pewnością każdy z nas kiedyś usłyszał, ale i sam użył tytułowego stwierdzenia „nie mam czasu”. Co więcej, być może nawet w ten brak czasu wierzył. Prawda jest jednak taka, że czas nie znika i jest zawsze, co najwyżej wypełniony innymi planami. Plany te jednak, aby zająć nasz czas musiały wcześniej zyskać naszą akceptację i gdy teraz mówimy „nie mam czasu”, to de facto uznajemy, że są one ważniejsze niż to co ktoś innym nam w zamian za nie proponuje. Z tego powodu Laura Vanderkam, autorka książek na temat zarządzania czasem i produktywności twierdzi, że „nie mam czasu”, oznacza często „to nie mój priorytet”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - czas - zarządzanie czasem

Przytacza ona przykład bardzo zapracowanej kobiety, z kalendarzem wypełnionym po brzegi co do minuty. Któregoś dnia wychodzi ona z domu, a po powrocie stwierdza, że jej bojler uległ uszkodzeniu zarazem zalewając całą piwnicę. Na naprawę bojlera i usunięcie szkód spowodowanych zalaniem poświęca w sumie 7 godzin z tygodnia teoretycznie już wcześniej zaplanowanego co do minuty. Oczywistym jest, że nie rozciągnęła ona nagle czasu, tylko zmieniła priorytety – nadając najwyższy z nich sprawie bojlera. Gdyby, ktoś wcześniej zapytał tej kobiety, czy może poświecić mu choćby 3 godziny w tym tygodniu, usłyszałby najpewniej odpowiedź odmowną, ponieważ ma już przecież ten cały tydzień zajęty. Z tego właśnie powodu Laura twierdzi, że „Czas jest bardzo elastyczny. Nie możemy stworzyć więcej czasu, ale czas „rozciągnie się”, aby pomieścić to co chcemy do niego włożyć. Kluczem do zarządzania czasem, jest traktowanie naszych priorytetów, jak odpowiedników zepsutego bojlera”.

Na przykładzie m.in. powyższego przypadku posuwa się ona znacznie dalej w swoich twierdzeniach, uważając że nie tworzymy życia jakiego pragniemy poprzez oszczędzanie czasu. Tylko najpierw tworzymy wymarzone życie, a potem czas oszczędza się sam. Wystarczy tylko wiedzieć, co jest naszym priorytetem w życiu i tego się trzymać. Ostatecznie wszystko co robisz, każda minuta w Twoim życiu, to Twój wybór!

Nie mów więc od teraz „nie robię tego, czy tamtego bo nie mam czasu”, mów natomiast „nie robię tego, czy tamtego, bo to nie są moje priorytety”. Tak oto, tym wpisem sam pozbawiłem się argumentu „braku czasu” na naukę angielskiego i powodu do narzekania, że nie starcza mi czasu na czytanie książek i oglądanie filmów. Ciekaw jestem, wymówek w jakim temacie pozbawiłem Ciebie?

Żyj, nie umieraj…

Są w naszym życiu takie momenty, kiedy nagle trafiamy na coś wyjątkowego. Coś co całkowicie zmienia nasze życie. Wywraca je do góry nogami lub daje tak potężny zastrzyk energii do działania, że mkniemy przed siebie na pełnej mocy. Czasami są to traumatyczne wydarzenia o wielkiej sile rażenia, a czasami sprawy błahe, na pozór niewinne takie jak książki, filmy, przypadkowe spotkanie z nieznajomym, piosenki, a bywa, że i … wiersze.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - żyj, nie umieraj

Ten trafił do mnie w idealnym momencie. Kiedy mój okręt zwany „życiem” niespiesznie przemierzał nad wyraz spokojne wody. Kiedy zaczynałem zadawać sobie pytanie czy warto się wysilać i napinać żagle, czy nie lepiej poddać się dryfowi lub płynąć z prądem. Mogłoby być przecież tak miło, łatwo i bez zbędnego wysiłku… Mogło by być też śmiertelnie nudno, biernie i niejako, ale w tym momencie (jak większość niestety) nie dostrzegałem tego ryzyka. Ryzyka, śmierci za życia.

„Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
powtarzając każdego dnia te same drogi…
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia…
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru…
kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym….

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu Pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe
i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują,
że oczy błyszczą, na twarzy pojawia się uśmiech,
a serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i racjonalizmem…

Powoli umiera ten, kto nie 'wywraca stołu’,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji Marzeń,
kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad i pójść za głosem Serca…

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje…
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki…
kto nie znajduje dobra w sobie…

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną…
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy…
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na „deszcz”, który pada…

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z inicjatywy przed rozpoczęciem jej,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,
i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź…

Unikamy śmierci w małych dawkach,
pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku i wytrwałości, począwszy od prostej czynności oddychania…”

– Martha Medeiros

 

Niesamodzielni, zagubieni i przerażeni życiem

Jonathan Haidt kreśli dość przerażający obraz niesamodzielności i kultury bycia ofiarą wśród amerykańskiej młodzieży. Jednak, nie jest to obraz charakterystyczny tylko dla tamtego kontynentu. Pracując od 17 lat z młodymi ludźmi zasilającymi centra obsługi klienta z roku na rok obserwowałem obniżanie u nich poziomu zaradności i decyzyjności. W końcu, w ostatnich latach, przerodziło się to w całkowitą niedojrzałość życiową u znacznej większości konsultantów.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Mam jednak wątpliwość, czy to tylko wina technologii, social mediów i nadopiekuńczości obecnego pokolenia rodziców. Sądzę, że problem pojawił się już znacznie wcześniej kiedy cywilizacja zachodu zaczęła dążyć do jak najbardziej zabezpieczonego świata. Świetnie pisał o tym Marek Bednarski w artykule „Niemożliwe jest jakby zaproszeniem” zamieszczonym w czasopiśmie Yoga & Ayurweda 4/2017:

„To wszystko pozwala mi powiedzieć, że „niemożliwe jest jakby zaproszeniem”. W dzisiejszych czasach wielu ludzi potrzebuje tych słów, by pokonać wewnętrzne bariery. Pomocną w tej kwestii grupą asan są pozycje balansowe. W nich dotykamy, czegoś co Guruji Iyengar nazywał „fear complex” – kompleks strachu. Cywilizacja Zachodu zmierza w kierunku pozostawiania kolejnym pokoleniom jak najbardziej zabezpieczonego świata. Coraz bardziej ogrodzonego i odizolowanego. Ubezpieczamy życie, samochody, domy i zdrowie. Odkładamy pieniądze na starość, wykupujemy różnego rodzaju polisy i obligacje. Chcemy całkowicie wyeliminować ryzyko z życia.

Nowe pokolenia nie są również gotowe na podjęcie trudu działania, gdy pojawia się problem. Kiedy nie idzie, łatwiej się rozwieść czy porzucić pracę, niż próbować coś naprawić. Wyrzucamy stare rzeczy i kupujemy nowe. Starsze osoby oddaje się do domu spokojnej starości, by nie były balastem. Wszystko ma iść lekko i bez zbędnego ryzyka. Pojawia się wtedy całkowite wynaturzenie człowieka, który ma potrzebę przeżywania różnego rodzaju emocji. Dochodzi do sytuacji skrajnych. Ludzie z powodu niedotrzymania terminu w pracy, przeżywają taki stres, jakby ich istnienie było zagrożone. To sięgające zenitu napięcie rujnuje wiele rodzin i osób. Wpadają w uzależnienia i choroby psychiczne, nie potrafią się odnaleźć w niezrozumiałej sytuacji. Realnego zagrożenia życia nie ma, więc nie wiadomo jak się uratować. Wszystko dzieje się tylko w głowie.”

W dobie dyskusji koncentrującej się na tym, czy sztuczna inteligencja odbierze pracę na prostych i powtarzalnych stanowiskach, zacząłbym się raczej zastanawiać, czy uratuje one firmy i przedsiębiorstwa w sytuacji braku odważnych i decyzyjnych menedżerów, którzy byliby zdolni wprowadzać zmiany czy innowacje, lub też wyprowadzać zarządzane zespoły na spokojne wody w sytuacji kryzysu.

To chyba też jasny sygnał dla pracodawców, aby szanować i odpowiednio zadbać o obecnych doświadczonych menedżerów, bo coś mi się zdaje, że już niedługo trudno będzie ich zastąpić nowymi równie sprawnymi i decyzyjnymi.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close