Rafał Markiewicz

Blog

Zautomatyzowany ANTY employer branding

W swojej karierze pracowałem w dwóch dużych firmach, które zdecydowały się na wdrożenie „elektronicznych kont klienta” i w obu miałem przyjemność współpracować z zespołami za te wdrożenia odpowiedzialnymi. Jednym z ważniejszych zadań w tych wdrożeniach było uporządkowanie danych w wewnętrznych systemach firmy zanim stanął się one dostępne dla klientów.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - employer branding

Photo by rawpixel on Unsplash

Chodziło o to, aby klient miał poczucie porządku i pełnej kontroli ze strony firmy, kiedy będzie sprawdzał swoje dane, wykupione usługi, informacje o płatnościach itp. Prezentując klientowi postępy procesów, należało zadbać o jasną i prostą komunikację, ale i o zabezpieczenie się przed zdarzającymi się w życiu błędami i potknięciami. Świetnie sprawdziły się tutaj m.in. automatyczne procesy z definicji zmieniające status sprawy po wykonaniu jakiejś operacji w systemie przez pracownika firmy lub dokonujące takich zmian po określonym czasie, czy innym zdarzeniu. Szalenie ważna była też treść komunikatu jaki trafiła do klienta. Chodziło o to, aby nie wywołał on przypadkowego niepokoju lub niepotrzebnego kontaktu z jego strony.

Zostań naszym pracownikiem – razem zbudujemy świetlaną przyszłość

Mniej więcej z takim przekazem spotyka się większość osób poszukujących pracy np. w portalu pracuj.pl . Potencjalni pracodawcy, oprócz zakresu obowiązków na danym stanowisku, opisują szereg benefitów jakie czekają na przyszłego pracownika. Niejednokrotnie wspominają o świetnej atmosferze i robiących wrażenie wartościach firmy. Ci więksi tworzą nawet specjalne profile firmowe w tym portalu, albo podają linki do podstron o karierze na własnych stronach internetowych. Wszystko wygląda pięknie, obiecująco i ma spowodować to, aby kandydat wysłał swoją aplikację na dane ogłoszenie. Co zresztą jest w każdym przypadku banalnie proste, bo wystarczy kliknąć w przycisk „Aplikuj”, załączyć swoje CV i już mamy załatwioną sprawę. Automatyzacja procesu znacznie ułatwia życie i kandydatom i rekruterom.

Wysłałeś i super – my jednak mamy Cię w … (głębokim poważaniu)

Ta sama automatyzacja, która pozwala kandydatowi sprawnie wysłać swoje CV z pewnością dokonuje też wstępnej selekcji. Szczególnie, że kandydat przy zgłoszeniu jest zachęcany do padania jeszcze paru innych informacji jak np. doświadczenie w latach na podobnym stanowisku , wykształcenie i oczekiwania finansowe. Z punktu widzenia rekrutera to istny raj. Już po tych kryteriach można odrzucić część kandydatów, bez potrzeby czytania ich CV. Resztę trzeba będzie jednak przeczytać, ale oczywistym jest, że po nawet niezbyt pogłębionej analizie CV znowu pewna grupa kandydatów odpadnie. Pole poszukiwań będzie się sukcesywnie zawężać, aż wreszcie wybrane osoby zostaną zaproszone na rozmowę i jedna z nich zostanie wybrana, albo też nie zostanie wybrany nikt. Tym sposobem dotarliśmy do finału sprawy. Przynajmniej z punktu widzenia rekrutera, bo kandydat widzi to inaczej.

Kandydat widzi co firma zrobiła z jego aplikacją lub widzi, że nie zrobiła z nią zupełnie nic. Oto rozkład statusu 15 aplikacji w portalu pracuj.pl wysłanych w ciągu 12 miesięcy. Co warto dodać, wszystkie te rekrutacje są już dawno zakończone. Ostatnia 23.11.2018.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - employer branding - rozkład

Jak widać 1/3 aplikacji choć została dostarczona, nie została nawet otwarta. Kandydat doskonale wie, która z firm postąpiła tak z jego aplikacją. Nie musi jednak być świadomy tego, że najprawdopodobniej zadziała tu automatyczna wstępna selekcja. Jakby nie było, ma pełne prawo poczuć się zignorowany przez daną firmę. Co więcej może się czuć także urażony takim zachowaniem, bo poświęcił swój czas i energię odpowiadając na to ogłoszenie, a jego oferty nawet nikt nie otworzył. W efekcie może już nigdy więcej nie kandydować do tej firmy, a nawet zacząć bojkot jej produktów. To, że opowie o swoim doświadczeniu z tą firmą innym swoim znajomym jest prawie pewne.

Również tylko 1/3 procesów rekrutacji została w ogóle zakończona, bo ma status „odrzucona” lub „zamknięta”. Odnośnie pozostałych rekrutacji można mieć poczucie, że zostały nagle w połowie przerwane, albo firma w ogóle ich nie dokończyła. Przemyślenia kandydata odnośnie takiej sytuacji mogą być różne. Może pomyśleć, że w danej firmie zatrudniono kogoś po znajomości. Może też sądzić, że w danej firmie jest taki bałagan, że zaczęto rekrutację choć nikogo de facto nie potrzebowano. Jedna z moich coachingowych klientek przyjęłaby być może hipotezę, że jak w jednej z firm, w której uczestniczyła w rekrutacji, chciano kogoś zatrudnić, ale firma nie zrobiła celów sprzedażowych więc zarząd zablokował zatrudnienia z powodu barku pieniędzy. Każdy z tych domysłów nie świadczy dobrze o firmie, którą kandydata zna z pełnej nazwy.

Zła rekrutacja zabija sprzedaż

Każdy kandydat do pracy, to zarazem potencjalny klient, zatem konsekwencja złego potraktowania go przy rekrutacji może się wprost przełożyć na jego zachowania zakupowe. Sam jestem tego najlepszym przykładem.

Jest taki bank, który chwali się swoją innowacyjnością i proklienckością, a na dodatek jedną z siedzib swojej centrali ma w Gdańsku. Otrzymał trzy moje oferty, ale według widocznego statusu żadnej nawet nie otworzył. Skontaktowałem się z moją znajomą, która kiedyś tam pracowała i zapytałem, co mi może o tej firmie powiedzieć. Opowiedziałem o mojej przygodzie z rekrutacjami i moim odbiorze tej firmy jako niepoważnej. Znajoma dodała tylko, że jej znajomy informatyk z tej firmy powiedział jej, że w tym banku to wszystko działa na sznurkach i lada moment wszystko się sypnie. Czy taka opinia jest prawdziwa nie wiem, ale idealnie wpisała się w moje doświadczenia z tą firmą. Z tego powodu z góry skreślam ich ofert pracy, nie założę też u nich żadnego konta ani lokaty.

Drugi przykład to portal turystyczny, który ma swoją infolinię w Trójmieście (mają ją co najmniej dwa takie portale). Co nietypowe, moja oferta wysłana do nich ma status „odrzucona” i niby wszystko wydaje się ok. Jednak, to tylko „niby”, bo w portalu pracuj.pl mam pogłębiony pogląd na status moich aplikacji i co widzę:

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - employer branding - odrzucona

Firma odrzuciła moją aplikację 7 miesięcy po zamknięciu rekrutacji. Domyślam się, że pewnie przyszedł ktoś nowy do pracy i robił porządki z aplikacjami. Sądził zapewne, że kandydaci nie będą widzieli skutków tych porządków – bardzo się mylił. Wykupiłem kiedyś w tej firmie wakacje za jakieś 8 tys. i już nigdy więcej tego nie zrobię. Widząc jaki mają bałagan, boję się że jako pośrednik wielu touroperatorów zgubią moje dokumenty, nie poinformują mnie na czas o zmianie terminu wylotu lub nie odnotują w systemie mojej wpłaty na niemałe przecież pieniądze.

Automatyzacja nie jest niczemu winna

Zaryzykowałbym twierdzenie, że winni są sami rekruterzy oraz projektant tego rozwiązania lub jego administratorzy w firmach. Jestem prawie pewien, że wielu pracowników działów HR nie sprawdziło nawet jakie informacje odnośnie aplikacji są widoczne w portalu pracuj.pl dla kandydatów.

Nie mogę też wyjść ze zdumienia nad tym, dlaczego kiedy wybija termin zakończenia rekrutacji jej status przy mojej aplikacji nie jest z automatu tego dnia lub np. 5 dni później ustawiany jako „zakończona”. Spokojnie można by było również jakoś „inteligentnie” zarządzić komunikacją, kiedy aplikacja kandydata jest przez automat odrzucana już we wstępnej selekcji. Np. status „dostarczona” mógłby po określonym czasie przechodzić w „odrzucona”.

Czemu w ogóle o tym wszystkim piszę, bo zauważam dość powszechne przekonanie, że automatyzacja procesów załatwi wszystkie problemy. Tymczasem nie jest ona antidotum na wszystko, a jest jedynie jednym z narzędzi, które źle wykorzystywane może tych problemów przysporzyć. Widzę w wielu firmach naiwną wiarę w to, że raz zaimplementowane rozwiązane lub uruchomiona aplikacja nie wymaga już dalszej opieki. Nierzadko spotykam się z sytuacjami, w których użytkownicy biznesowi oczekują od działu IT, że im wszystko poustawia i skonfiguruje, ale jednocześnie sami nie potrafią zdefiniować reguł, według jakich ten system ma działać. Nie wspomnę już o moim pytaniu „zabójcy”, o to kto jest w firmie właścicielem biznesowym danej aplikacji czy systemu.

I dla jasności – wierzę w automatyzację i doceniam jej wpływ na organizacje, ale tylko wtedy, kiedy jest wdrażana z głową i z myślą o użytkowniku końcowym.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - Biznes Fokus - projekt

Dobra marka, to skarb – musi być jednak naprawdę osobista

Od dawna wśród moich coachingowych klientów i znajomych propaguję książkę Joanny Malinowskiej-Parzydło „Jesteś marką”. Robię to dlatego, że autorka zamiast podawania TOP10 sposobów jak się wypromować, wpierw zadaje Ci pytanie „kim jesteś?” i to na nim buduje budowanie marki. Genialna lektura – polecam!

Prze_myślnik #36- działanie zamiast deklaracji

Wielu ludzi popełnia ten błąd, że kiedy coś zaplanują, traktują to już jako początek działania. Tymczasem plan to plan, a działanie to działanie. W tym jednym momencie nieuwagi, wielu z nas przegrywa walkę o coś ważnego. Mózg zmęczony planowaniem, odhaczył zadanie jako wykonane i odciął nas od energii działania. Tymczasem to jest właśnie ten moment, kiedy w kalendarzu powinniśmy zaplanować termin pierwszego korku lub od razu przejść do działania. Kiedy zaczniemy działać realizując plan, łatwiej będzie potem wykonać kolejne kroki.

Dziś 27 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i zarazem kolejne wielkie „święto” mistrza działania. Dziś widzimy efekt planów i działań Jurka Owsiaka i jego fundacji. Teraz kolej na nas – nie na plany, tylko na działanie. Ja już wpłaciłem pieniądze, a Ty?

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - działanie

3 ważne zasady na rok 2019

Mam zaprogramowaną awersję do Nowego Roku. Od zawsze irytowało mnie to, że nagle w kalendarzu jest jakiś dzień, w którym czy się tego chce, czy nie, należy się bawić i świętować rozpoczęcie czegoś nowego. Czegoś, czego gdyby nie feeria sztucznych ogni na niebie, byśmy nawet nie zauważyli. Co więcej moje podejście potwierdzały późniejsze obserwacje. U wielu ludzi miało się tak wiele zadziać, a już po krótkim czasie okazywało się, że nie zadziało się nic.

moon-342058-Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - zasady

Photo by Moon on Unsplash

Dla mnie rok trwa od wakacji do wakacji, w czasie których regularnie przeżywam silne stany emocjonalne, zachwyty i psychiczne resety związane z odkrywaniem nowych miejsc i zerwaniem z rutyną dnia codziennego. Tak więc Nowy Rok wypada praktycznie w połowie mojego roku. Niemniej jednak, tym razem uznałem, że będzie to data od której wprowadzam stosowanie w moim życiu 3 ważnych zasad. Przy całej świadomości, że to wprowadzenie nie oznacza z dnia na dzień 100% skuteczności. Sam pomysł jest zresztą częścią większego planu przygotowania się do „zwinnego” funkcjonowania w zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie, zwanym światem VUCA.

Mentalne Aikido – ciągłość działania i rozwoju

Jedna z podstawowych koncepcji w tej sztuce walki odnosi się do wirującej kuli, bo kula która wiruje jest przez ten fakt bardziej odporna na uderzenia. Oddziałująca na jej zewnętrznej krawędzi siła odśrodkowa w momencie styku z innym elementem zmienia jego trajektorię i wykorzystując jego siłę i prędkość, wciąga go na moment w swój ruch, aby go następnie odrzucić. Często w Aikido podaje się przykład płatka śniegu padającego na wirująca kulę. Nie przyklei się do niej, tylko odbije.

Mam zamiar być w ciągłym działaniu i rozwoju. Dzięki temu każdy problem, który we mnie „uderzy” będzie tylko jedną z wielu spraw w moim życiu, zatem łatwiej go „odbiję”, a może jeszcze wykorzystam jego energię do nabrania większej prędkości. Ta technika będzie mi szczególnie przydatna kiedy, ktoś będzie atakował to co robię lub obrzucał mnie błotem. Dzięki ruchowi wirowemu odbije się ono od kuli i w dużej mierze ochlapie samego obrzucającego. Uwielbiam sobie wizualizować tę scenę na pełnym hardcorze, kiedy ktoś zamiast błota obrzuca mnie czymś znacznie mniej przyjemnym 😉

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - mantalne aikido - wirująca kula

Esencjonalizm – zamiast więcej i szybciej, mniej i tylko to co właściwe

Jest pod wielkim wrażeniem książki „Esencjonalista. Mniej, ale lepiej” Grega McKeowna. To dzięki niej końcówkę roku 2018 spędziłem na porządkowaniu mojego życia i wywalaniu z niego wszystkiego co zbędne i rozpraszające. Przy mojej arcyciekawości życiem oraz przebodźcowaniu ze strony pędzącego świata stanowi to wielkie wyzwanie, z którym z pewnością będę się zmagał przez cały obecny rok. Od McKeowna biorę sobie szczególnie dwie rzeczy. Koncentrację energii zamiast jej rozpraszania i wprowadzanie do swojego życia mądrej rutyny. Z tą drugą, to było niemałe odkrycie. Zawsze uznawałem rutynę za coś złego, a teraz postrzegam ją jako bardzo cenną o ile mądrze się z nią postępuje. Zwykle nasze rutynowe nawyki dotyczą spraw rozpraszających i mało istotnych, bo stały się naszym nawykiem nieświadomie. Chodzi teraz o to, aby zastąpić je nawykami ważnymi i nam służącymi, które będziemy wykonywać rutynowo. Pracuję więc intensywnie nad autoprzeprogramowaniem.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - esencjonalizm

Używając tyle samo energii (E), ale koncentrując się tylko na np. 3 sprawach zamiast wielu znacznie szybciej osiągniemy założony cel.

Trzy wyspy – mój własny autocoaching

Przez kilka lat praktyki coachingowej wypracowałem własną technikę jednoczesnej pracy nad kilkoma aspektami życia moich klientów. Szczególnie tych, którzy chcą naraz pozmieniać wszystko i wszędzie, a tak się po prostu nie da. Wychowani w świecie „instant”, w którym wszystko jest od ręki, mamy problem z pracą nad sobą w dłuższym procesie. Nie potrafimy się też zatrzymać, aby przyjrzeć się uczciwie temu co jest tu i teraz, czyli temu od czego zaczynamy. Z tego powodu, żeby nieco „oszukać” nasz zachłanny mózg i ego opracowałem technikę pracy w metaforze, którą nazywam „Trzy wyspy”. Pracujemy w niej na wyspami: Ja, Kariera i Związek. Wyspa jest metaforą relacji z tą częścią w nas, której dotyczy. Jej wygląd i to co się na niej dzieje lub z czasem zmienia odwzorowują to jak z danym obszarem pracujemy. Pomaga uświadamiać sobie na jakim obszarze życia teraz się koncentrujemy lub skoncentrował nas los. Trudno bowiem być jednocześnie, na każdej z trzech wysp. To, że w tej technice nie mówimy wprost o sobie, ale o danej wyspie, powoduje że dokonujemy obserwacji z większego dystansu i jesteśmy skłonni do głębszych wniosków. Jest to więc również dla mnie doskonały sposób, do obserwacji samego siebie.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - trzy - wyspy - technika - trzech - wysp - metoda - trzech - wysp
Technika trzech wysp

Co więcej, ta technika sprawdziła się też bardzo dobrze w przypadku kilku moich klientów biznesowych, którzy prowadzili jednocześnie kilka aktywności zawodowych i zaczynali gubić się w chaosie spraw i zadań. Jedyną zmianą były nazwy samych wysp, w tym przypadku odpowiadały one każdej z prowadzonych aktywności.

Zainteresowanym polecam:

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - siła spokoju

„Siła spokoju, którego nie ma” Jacek Santorski, Jarek Szulski. W tej książce Jacek Santorski zwierza się jak pracuje i zarazem odpuszcza prace nad sobą. Jest w niej też sporo o technice aikido i o tym czego uczy ona w życiu. Mówi np. jak walczyć z wieloma „przeciwnikami” na raz i dlaczego upadek, to tak naprawdę nowa pozycja w potyczce i dodatkowy czas na zmianę strategii.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - esencjonalista


„Esencjonalista. Mniej, ale lepiej” Greg McKeown – moja biblia esencjonalizmu. Mnóstwo świetnych technik i przykładów na to, jak robić mniej i przez to osiągać więcej. Czytając tę książkę musiałem kilka razy zanegować moje podejście do pewnych spraw oraz przyznać, że zbyt łatwo wpadałem w pułapki oczekiwań innych. Esencjonalizm to coś więcej niż tylko strategia zarządzania czasem, to filozofia życia, która doskonale sprawdza się w zabieganym i pełnym informacji i spraw śwecie.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - trzy wyspy

„Trzy wyspy” Rafał Markiewicz – tego nie przeczytacie, a jedynie doświadczycie podczas spotkań coachingowych ze mną. Warto wiedzieć, że ta technika też doskonale sprawdza się w pracy na odległość, zatem jak tylko masz dostęp do internetu, to możemy razem pracować bez względu na to w jakim miejscu świata jesteś.

Jak z energią wejść w nowy projekt? – przypadek mojego klienta

Rok 2018 obfitował w moim życiu zawodowym w wiele niesamowitych spotkań, zdarzeń i sytuacji. Pracowałem z wieloma osobami indywidualnymi nad ich prywatnymi sprawami. Wspierałem wielu menedżerów i dyrektorów w rozwiązaniu kwestii dotyczących spraw zawodowych i prowadzonych przez nich projektów. Miałem także przyjemność prowadzić coachingi biznesowe z właścicielami firm lub wspierać kilka z nich we wdrażaniu programów rozwojowych.  To jedynie tylko fragment mojej działalności, ale ten dający najwięcej satysfakcji i bezpośrednich relacji z klientami. Relacji, o których z zawodowej odpowiedzialności mówić nie mogę, bo każdemu mojemu klientowi gwarantuję poufność. Skoro jednak jeden z nich wprost mówi w swoim nagraniu o naszej współpracy, wymieniając mnie z imienia i nazwiska, fakt ten stał się już wiedzą powszechną.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - MCW - nowy projekt
https://mycustomer.world/

 Maciek to człowiek o wielkim sercu, inspirator, społecznik i menedżer, a przede wszystkim klientomaniak. Jak sam mówi „dzień bez nowego pomysłu, to dzień stracony” – to fascynująca cecha, ale i zarazem niebezpieczna. Można uruchomić zbyt wiele działań i aktywności, na które potem nie starcza czasu i energii. Najtrudniej jest jednak zdecydować z czego zrezygnować. Trwając w tej niemocy decyzyjnej spalamy się nie posuwając naszych projektów do przodu.

To co jest najważniejsze w takiej sytuacji, to uświadomić sobie liczbę tych aktywności (Maciek zapisał tyle kartek, że zajęły prawie całą podłogę w moim pokoju). Następnie pogrupować je ze względu na rodzaje działań lub obszary tematyczne i odpowiedzieć sobie, które z nich chcemy kontynuować, a z którymi nam już nie do końca po drodze. Odpowiedź nie jest prosta i nie przychodzi łatwo, ale w tym momencie wsparciem jest coach, ze swoimi pytaniami i dystansem do spraw klienta. Maciek zrobił rzecz niesamowitą, zdecydował się zakończyć projekt prowadzony od prawie 10 lat. Zrobił to dodatkowo z niezłą klasą, ogłaszając to 31.12.2018 w swoim nagraniu na żywo i zapowiadając nowy projekt, któremu się teraz poświęci. W tym nagraniu odsłania nie tylko pewne kulisy naszej współpracy, ale zarazem mówi o bardzo ważnej sprawie. Pozbycie się pewnych zaszłych spraw, powoduje że spada z nas wielki ciężar. Ciężar, który nas ogranicza i blokuje przed pełnym zaangażowaniem w nowe projekty.

Maćkowi życzę sukcesów, a wszystkim innym odwagi do usunięcia ze swojego życia tego co już przeszłe i niesłużące w drodze do przyszłości.

https://www.facebook.com/ForumCallCenter/videos/398387974242672

Krocz śmiało swoją własną drogą – testuj i działaj

Wielu moich klientów, zarówno biznesowych jak i tych, którzy pracują nad prywatą sferą swojego życia, w trakcie naszej współpracy zadaje mi pytanie „Czy ze mnie coś jeszcze w ogóle będzie? Czy widzisz dla mnie szansę?”. Zakładają, że innym idzie lepiej, że inni nie popełniają błędów, a jeśli już tak, to robią ich znacznie mniej. Czasami to prawda, ale najczęściej to jedynie nasze wyobrażenia o ich życiu i działaniach. Nieco wybielone, a następnie podkoloryzowane. Tymczasem najwłaściwszym pytaniem w tym miejscu byłoby to, jak do tego doszli, przez co przeszli, ile „potknięć” zaliczyli nim nauczyli się żyć lub działać, tak jak to robią obecnie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - własna droga


Wielka nadzieja

Drugi kwartał 2015 roku, to był w moim życiu okres wielkiej energii, nadziei i inspiracji. To właśnie wtedy zdecydowałem się na rozpoczęcie dwóch projektów internetowych, do których w sierpniu tego samego roku dołączył jeszcze trzeci. Przy każdym z nich kierowałem się inną motywacją i trochę innym podejściem. Dziś po ponad trzech latach nadszedł czas na ich podsumowanie i wyciągnięcie wniosków.

rafalmarkiewicz.pl – już dużo wcześniej planowałem, że coaching stanie się moją alternatywną drogą zawodową i pozwoli spełniać mi się w pomaganiu innym ludziom. Zatem zakładałem tę stronę z bardzo wyraźnym celem. Wiedziałem, że aby zaistnieć na rynku muszę zbudować sobie markę eksperta i zasłużyć na zaufanie klientów, dzieląc się choćby moją wiedzą i przemyśleniami na swoim blogu. Do tego projektu opracowałem cały harmonogram działań i zdefiniowałem konkretne cele, do osiągnięcia.

Life factory – najzabawniejszy aspektem tego projektu jest fakt, że najpierw przyczepiła się do mnie jego nazwa, a dopiero potem dobudowałem jego całą koncepcję. Miała to być platforma do wspólnych działań z moimi znajomymi zaangażowanymi w szeroko rozumianą działalność rozwojową. Założyłem, że najpierw ją rozwinę i rozbuduję, a następnie zaproszę ich do wspólnej pracy. Kierowało mną tutaj sporo emocji i wiary w to, że jakoś to będzie, że pewnie fajnie się potoczy.

Tu czyli Tam – ten projekt turystycznego fotobloga zrodził się z impulsu i z kilku zachwytów znajomych nad moimi wpisami z wakacji, czy z weekendowych wypadów. Tu nie było strategii i konkretnego celu. Z jednej strony tego typu zachwyty miło pieściły moje ego, a z drugiej miałem wielką radość dzieląc się swoimi odkryciami niesamowitych miejsc w bliższej i dalszej okolicy. Do tego odpalił się w moje głowie schemat społecznika i nauczyciela. Pokażę innym czemu warto ruszyć tyłek z kanapy i udowodnię, że nawet najzwyklejszy wypad na parę godzin, może być super przygodą. Gdzieś daleko w tyle głowy kryła się też nadzieja, że może ktoś dostrzeże ten blog i będzie chciał wrzucić na niego swoją reklamę.

Proza działania

Kiedy coś tworzysz i zaczynasz działać w jakimś obszarze masz mnóstwo sił i energii. Jednak prawdziwym testem dla twojej idei jest to, jak długo ona przetrwa. Zapalić się do czegoś jest bardzo łatwo, ale utrzymać ten płomień jest już wyzwaniem.

rafalmarkiewicz.pl – potrzeba ciągłych zmian i ulepszeń pochłaniała mnóstwo mojego czasu i energii. Całe szczęście zaplanowany grafik blogowych publikacji trzymał mnie ostro w ryzach i domagał się kolejnych wpisów. Poczucie, że strona powinna być jednak lepsza i bardziej profesjonalna wciąż nie dawało spokoju i ochoczo szarpało za struny niepokoju. Tymczasem już samo wystawianie swoich działań i siebie na ocenę innych i tak wystarczająco ten niepokój podsycało. Tak było, aż do chwili, kiedy dotarłem do dwóch cennych rad:
1) Pamiętaj, że twoja strona internetowa jest tylko częścią twojego biznesu, a nie jego podstawą. Poświęcanie jej 100% uwagi jest tylko wygodną wymówką i przyjemną ucieczką od tego co jest głównym obszarem twojego działania.
2) Zawsze będą tacy, którzy Cię potępią i pochwalą. Jeżeli będzie starał się przypodobać innym, będziesz musiał się sprzeniewierzyć sobie. Pokaż siebie takim jakim jesteś, pewnie nie wszystkim będzie to odpowiadać, ale dzięki temu będziesz miał takich klientów, z którymi praca sprawi ci przyjemność.

Life factory – zakładając platformę do współpracy zapomniałem, że inni mają też swoje plany na siebie i często na pierwszym miejscu było w nich zbudowanie własnej marki, a niekoniecznie współpraca. Poczułem też, że czasami ta współpraca byłaby zbyt dalekim kompromisem z mojej strony lub zbyt dużą dysproporcją we włożonej energii i zaangażowaniu. Ten projekt był też zbyt zbliżony do rafalmarkiewicz.pl i tematy na blogach tych dwóch stron wzajemnie się kanibalizowały, a ja męczyłem się z wymyślaniem kolejnych. Po dwóch latach stronę zamknąłem, a Life Factory stało się jedynie projektem prowadzonym w ramach mojej własnej strony.

Tu czyli Tam – to co potrafi zachwycić w niewielkiej dawce, w zbyt dużym natężeniu może być nużące. Ja wrzucałem ciekawe i emocjonujące zdjęcia z minimalną dawką tekstu, ale to co było emocjonujące dla mnie nie musiało być dla innych. Podobnych i bardziej aktywnie oraz bardziej profesjonalnie prowadzonych blogów turystycznych zrobiła się cała masa. Do tego wzrosła popularność Instragramu, gdzie pojawiało się całe mnóstwo zdjęć z podróży. Co jednak najważniejsze, moje podróżnicze wypady straciły na atrakcyjności, bo ja zamiast zachwycać się miejscami i ich atmosferą koncentrowałem się na pstrykaniu fotek na bloga. Potem Paweł Tkaczyk napisał artykuł „Pułapki własnej firmy”, a w nim następujące zdanie „W dużym skrócie: jeśli kochasz coś robić, założenie firmy, w której zamierzasz się tym zajmować, jest najgorszym pomysłem pod słońcem. Bo wtedy przestaniesz robić to, co kochasz.”. Tak było też z moim projektem. Dziś już go nie ma, a ja odzyskałem czas i radość podróżowania.

Odcinanie kuponów

Do dziś przetrwała jedynie moja strona coachingowa, choć wzbogacona o projekt Life Factory. Jednak nawet z perspektywy czasu z przygody z dwoma pozostałymi projektami bym nie zrezygnował. Wiele mnie nauczyły o konstrukcji stron internetowych, uczuliły na optymalizację grafiki i doprowadziły do odkrycia kilku przydatnych tricków, które stosuję do tej pory.

Kiedy zaczynałem przygodę z nimi nic nie wiedziałem o WordPressie, a dziś poruszam się w nim bardzo sprawnie. Dały mi też mnóstwo przyjemności, zabawy i radości tworzenia. Pokazały jak ważny w projekcie jest cel i plan działania, bo bez nich nie starczy nam siły na zbyt długo. Dzięki tej wiedzy, już pomogłem kilu klientom przy ich projektach. Nauczyły mnie również, że jest w naszym życiu czas i miejsce na różne pomysły. Kiedy jednak on przemija należy je zamknąć, zapamiętać to czego nas nauczyły i ruszyć dalej w drogę do kolejnych planów, bez obezwładniającego pytania „Czy ze mnie coś jeszcze w ogóle będzie?”.

Lada moment rozpoczyna się kolejny rok. Wyciągnijcie z mentalnych szaf przykurzone projekty lub trzymane szczelnie pod kluczem marzenia i po prostu je zrealizujcie. Nie są Waszym zobowiązaniem do końca życia, możecie zamknąć je w dowolnym momencie. Jednak tego czego przy ich realizacji się nauczycie i przeżyjcie nikt Wam już nie odbierze.

Bądźcie jak małe dziecko w trakcie nauki chodzenia. Przewracajcie się i upadajcie, ale nie poddawajcie. Będziecie mieli trochę siniaków, sporo zabawy i tą wielką, przeogromną satysfakcję, że sami idziecie swoją własną drogą.

Menedżer 3.0 – jak dobrze zarządzać i samemu nie polec

Tematem świata VUCA, który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny zajmuję się od dawna. Fascynuje mnie fakt, że te cztery elementy, które stanowią jego największe wyzwanie, są jednocześnie bezwzględnymi weryfikatorami kompetencji menedżerskich i zarządczych.

Wraz z nadejściem tak dużej zmienności, naturalnym elementem, który pojawia się w obszarze zawodowym jest niepewność, która dotyka menedżerów, właścicieli firm, ale także i samych pracowników. Wszyscy więc szukają obecnie menedżerów, szefów czy liderów, którzy z tym brakiem pewności dobrze sobie radzą.

Polecam lekturę mojego artykułu na ten temat, który był dodatkiem do mojego wystąpienia na My Customer World 2018 w Warszawie, a następnie na My Customer World City w Gdańsku…

Menedżer 3.0 – jak dobrze zarządzać i samemu nie polec

 

 

Prze_myślnik #35- nowe otwarcie

Lada moment nadejdzie kolejny Nowy Rok i pewnie wielu z nas będzie snuło swoje noworoczne plany. Wielu z nas wypowie też słowa „oby nadchodzący rok był lepszy od obecnego”.  Pytaniem pozostaje jednak, jak wielu z nas zrobiło w swoim życiu miejsce dla tej lepszości. Czy wyczyściliśmy już nasze głowy i nasze życie z tego co minęło i już nam nie służy. Czy puściliśmy to co minione, zamiast się tego rozpaczliwie trzymać i w nieskończoność rozpamiętywać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - nowe otwarcie

Najlepsza wersja siebie

Zwykliśmy nieustająco porównywać się z innymi, starając się określić swoją wartość i atrakcyjność na tle pozostałych. Choć bez problemu znajdziemy i tych mniej, i tych bardziej atrakcyjnych. Dziwnym trafem zawsze koncentrujemy się na tych drugich, ochoczo dokładając sobie kompleksów i połajanek. Przy czym zapominamy zazwyczaj, że to jest nasze (i tylko nasze) wyobrażenie atrakcyjności, a ktoś inny może cenić w nas właśnie to, czego my w sobie nie zauważamy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - najlepsza wersja siebie

Nie wspomnę już ile razy usłyszałem od swoich klientek i klientów słowa „Wiem, że powinnam/powinienem być inna/inny”. Zawsze wtedy zadaję dwa pytania „Z jakiego powodu?” i „Kto tak twierdzi”. Lubię też wtedy przytaczać opowiadanie Jorge Bucai o frezji, które idzie mniej więcej tak:

Pewnego razu król przyszedł do ogrodu i odkrył, że jego drzewa, krzewy i kwiaty umierają. Dąb wyjaśnił, że umiera, ponieważ nie może być tak wysoki jak Sosna. Król chciał porozmawiać z Sosną, ale zobaczył, że zgięła się i poczerniała. Dramatem Sosny było to, że nie może wydać tak pięknych winogron jak Winorośl. Winorośl zaś ginęła na myśl o tym, że nie jest w stanie kwitnąć i pachnieć jak Róża. Tymczasem Róża zalewała się łzami, ponieważ nie mogła być tak silna i mocna jak Dąb.

Król odnalazł tylko jedyny kwiat – Frezję, która kwitła, pachniała i emanowała pięknem, jak nigdy dotąd.
– Jak to robisz? – zapytał król, – rośniesz pośród tego więdnącego i mrocznego ogrodu, a jesteś taka piękna i zdrowa?
– Nie wiem, – odparła Frezja. – Być może, zawsze myślałam, że sadząc mnie, chciałeś mieć Frezję. Gdybyś chciał mieć w ogrodzie jeszcze jedną Sosnę lub Różę, to posadziłbyś je. Powiedziałam więc sobie, że postaram się być najlepszą Frezją, na jaką mnie stać.

Bądźcie zatem jak Frezja – najlepszą wersją siebie!

Względność niemocy

Bywa, że spotykam się z klientami, którzy chcieliby zrobić coś istotnego w swoim życiu, ale blokuje ich strach przed ilością komplikacji jakie ich czekają i brak wiary we własne siły. Nie będę ukrywał, że i mnie też takie chwilowe stany się zdarzają. Najważniejsze w takich momentach jest to, aby móc się odwołać do czegoś co wzmocni nasze poczucie siły i wiarę w pokonanie przeciwności. Przydadzą się też przyjaciele, którzy życzliwie „kopną” nas w pewną część ciała i powiedzą „wierzę w Ciebie i w to, że dasz radę”. Co ciekawe, jako coach, często mam większa wiarę w moich klientów, niż oni sami, ale to ostatecznie ja byłem świadkiem i towarzyszem wielu przemian i sukcesów…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - niemoc - działanie

Wszystkim tym, którym czasami brakuje wiary w sukces i rozpędu, polecam Koolulam. To społeczno-muzyczna inicjatywa, skupiająca się wokół masowych imprez śpiewackich, w których biorą udział nieprofesjonaliści. Koolulam powstał, aby zjednoczyć ludzi ze wszystkich środowisk poprzez wspólne muzyczne tworzenie. W każdym przypadku, nowe przedstawienie dobrze znanego utworu jest przekazywane uczestnikom, a następnie niemal natychmiast wykonywane.

Skoro ktoś może z setek, a czasami tysięcy nieprofesjonalistów, którzy wcześniej się nie znali, w ciągu godziny stworzyć coś takiego. To wiele z moich „nie da się” naprawdę traci na sile i znaczeniu 😉