„To nie jest trudne, to jest po prostu nowe” – to cytat, który już niejednokrotnie uratował moją motywację. Pomógł mi także zapanować nad frustracją wynikającą z poczucia chaosu przy wdrażaniu skomplikowanych procesów. Co więcej, dzięki niemu podjąłem się kilku trudnych zadań, które na pierwszy rzut oka zdawały się wręcz krzyczeć: „To skomplikowane!”.
Kluczowym odkryciem było zrozumienie, że często mylnie nazywamy coś „trudnym”, podczas gdy w rzeczywistości jest to dla nas po prostu nowe. Ta perspektywa pozwala mi spojrzeć na wyzwania bardziej obiektywnie. Skutecznie też ucisza mojego wewnętrznego krytyka – ten złośliwy wewnętrzny głosik, który przy pierwszych niepowodzeniach ochoczo wyrokuje: „Nie dasz rady”, „Nie nadajesz się”. Przypominając sobie ten cytat, uświadamiam sobie, że brak sukcesu na początku nie oznacza porażki – po prostu nie zdążyłem jeszcze nabrać wprawy.
W końcu jako dziecko nie od razu umiałem chodzić – zaczynałem od raczkowania, a potem wielokrotnie upadałem, zanim zyskałem pewność w stawianiu kroków. Nauka jazdy na rowerze również wydawała mi się abstrakcją, a dziś? Wsiadam na każdy rower i jadę przed siebie. Nawet zrobienie prawa jazdy odwlekałem, bo wyobrażenie o jednoczesnym kierowaniu, obserwowaniu znaków i kontrolowaniu drogi wydawało mi się zbyt skomplikowane. Dziś wykonuję te czynności automatycznie, niemal bez zastanowienia.
Gdy patrzę na całą moją karierę zawodową również bywam zaskoczony. Jak wiele nabyłem umiejętności i jak łatwo poruszam się dzisiaj w różnych obszarach biznesu. Czy pamiętam swoje potknięcia i błędy? Owszem, kilka z nich wspominam nawet jako zabawne anegdoty, ale większość wyparowała z pamięci. Nie traktuję ich jako porażek, lecz jako naturalny element procesu nauki (trenowania). Bez tych drobnych „porażek” nie miałbym wiedzy i umiejętności, które posiadam dziś.
Ten cytat przypomina mi także pewną wymianę zdań, którą kiedyś zauważyłem gdzieś w internecie: – Przestań już grać na tym fortepianie, bo ci zupełnie nie wychodzi. – Jeśli teraz przestanę, to rzeczywiście nigdy mi nie wyjdzie.
I w tym właśnie tkwi cała prawda. Każdy mistrz kiedyś zaczynał od zera, a każda nowa umiejętność wymaga cierpliwości i wytrwałości. Nie jest trudno – to po prostu nowe.
We współczesnym zmiennym i niepewnym świecie potrzeba przystosowywania się do zmian staje się nie tylko kluczowa, ale wręcz nieodzowna. Słyszymy, że powinniśmy być elastyczni i choć bywa to trudne, to niejednokrotnie staramy się faktycznie tacy być. Bywają jednak takie sytuacje, że czujemy się sfrustrowani i rozgoryczeni, bo pomimo elastyczności w naszym zachowaniu nie odnosimy sukcesu. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być to, że elastyczność to za mało. Wymagane jest coś więcej – adaptacja.
Elastyczność – umiejętność dopasowywania do zmieniających się warunków
Elastyczność jest naszą zdolnością do bycia „plastycznym”, gotowym do chwilowego dostosowania się do nowych okoliczności, sytuacji, czy środowiska bez konieczności głębokich zmian. To nic innego jak umiejętność dostosowania swojego myślenia czy działań na krótki czas.
Przykładem takiej sytuacji może być pojawienie się pracy nowego projektu, który wymaga większej ilości spotkań. Elastyczność w tej sytuacji, to chęć przestawienia swojego planu dnia, by sprostać nowym oczekiwaniom. Innym przykładem może być awaria sieci elektrycznej lub wodociągowej i brak prądu lub wody przez np. 2 dni. Ta sytuacja wymusi na nas elastyczność w zakresie naszego porządku dnia, przyzwyczajeń a nawet wykonywania takich podstawowych czynności jak przygotowanie obiadu, czy umycie zębów.
Problem pojawia się wtedy, gdy zmiany mają charakter długoterminowy, albo trwały – wtedy nie wystarczy już elastyczność, a potrzebna jest adaptacja.
Adaptacja – trwała zmiana, która przynosi stabilność
Adaptacja to coś znacznie więcej niż elastyczność. To nasza zdolność do fundamentalnego przystosowania się do nowych warunków, które się nie zmienią lub ich koniec jest trudny do przewidzenia.
Kiedy elastyczność przestaje być wystarczająca? Gdy zmiany mają charakter stały. W takim przypadku nie wystarczy chwilowa zmiana grafiku, czy organizacji porządku dnia – trzeba zmodyfikować całe swoje podejście.
Wyobraźmy sobie, że w firmie wprowadzono nową technologię, która zrewolucjonizowała dotychczasowy sposób pracy. Dla jednych może to oznaczać konieczność nauczenia się nowych kompetencji, dla innych może wiązać się z przekwalifikowaniem. Podobnie może być z sytuacja wyprowadzki do innego kraju na parę lat, albo całą resztę życia. Pozostanie przy dotychczasowych zwyczajach, sposobie bycia i podejścia do życia z dołożeniem do nich elastyczności będzie niewystarczające – musimy się zmienić znacznie głębiej.
Adaptacja wymaga nie tylko dostosowania się do nowych wymagań, ale także zbudowania nowych nawyków i otwarcia się na zmianę własnych przekonań i postaw.
Doskonałym zobrazowaniem powyższego jest przypadek Bustera Keatona i Charliego Chaplina. Byli królami złotej ery kina niemego w Hollywood lat 20-tych XX wieku. Jednak nadeszły lata 30-te, a wraz z nimi filmy dźwiękowe. Buster Keaton kontynuował swoją grę aktorską w dawnym stylu, używając przesadzonych gestów charakterystycznych dla kina niemego. Niestety, publiczność filmów dźwiękowych nie zaakceptowała tego, a jego kariera nigdy nie wróciła na wcześniejsze wyżyny. Tymczasem Charlie Chaplin całkowicie się przeobraził. Wziął lekcje dykcji i porzucił swoją postać włóczęgi. W 1940 roku wystąpił w „Dyktatorze”, filmie, który stał się jego największym sukcesem.
Jak przygotować się i przejść proces Adaptacji
Najważniejsza kwestią, jest uświadomienie sobie, że to proces. Zatem tak głęboka zmiana w nas nie zajdzie jednego dnia. Na dodatek, będzie wymagała od nas zaangażowania i pewnego wysiłku. Ten proces można podzielić na kilka kroków:
Ocena i Akceptacja Sytuacji: Pierwszym krokiem jest zrozumienie nowej sytuacji i jej długoterminowych konsekwencji. Zastanów się, co naprawdę się zmienia i jaki będzie to miało wpływ na Twoje życie zawodowe lub osobiste.
Wewnętrzna Motywacja i Cele: Zadaj sobie pytanie, dlaczego ta adaptacja jest ważna dla Ciebie. Kiedy znajdziesz odpowiedź, będziesz mieć większą motywację do przystosowania się.
Nabywanie Nowych Kompetencji: Adaptacja to czas na rozwój nowych umiejętności. Ustal plan nauki i rozwijaj kompetencje, które pomogą Ci w pełni funkcjonować w nowym środowisku.
W całym procesie adaptacji wesprą Cię dodatkowo poniższe działania
Wsparcie Sieci Społecznej: Rozmowy z ludźmi, którzy przeszli przez podobne zmiany, mogą przynieść inspirację i wsparcie. Mentorzy, coachowie i współpracownicy mogą pomóc zobaczyć zmiany z innej perspektywy.
Refleksja i Monitorowanie Postępów: Regularnie monitoruj swoje postępy, zadając sobie pytania: Co udało mi się osiągnąć? Z jakimi trudnościami się spotkałem i jak sobie z nimi radzę? Takie refleksje pomogą dostosować Twoje działania i skutecznie przebrnąć przez adaptację.
Teraz już wiesz, w jakich sytuacjach wystarczy elastyczność, a w jakich wymagana jest adaptacja. Jeżeli mierzysz się z bardziej stałą zmianą w Twoim życiu lub Twoim otoczeniu pamiętaj o poszczególnych krokach procesu adaptacji i zadbaj o elementy wsparcia w tym procesie. To, że mają numer 4 i 5 nie oznacza wcale, że są mniej ważne od trzech pierwszych.
Jeden z moich klientów, który świetnie sobie radzi w zarządzaniu złożonymi projektami IT, został ostatnio odrzucony w procesie rekrutacyjnym. Gdy zapytał o powód takiej decyzji usłyszał, że w swoich działaniach wydaje się zbyt mało elastyczny, a stanowisko, na które aplikował jest nową inicjatywą firmy i może ulegać dynamicznym zmianom. Inna z moich klientek opowiedziała mi o podobnej sytuacji. Jako powód odrzucenie usłyszała, że „za mało umie w szare”, choć sprawnie porusza się w czarno-białych sytuacjach.
Współczesny rynek pracy to środowisko bardziej dynamiczne i nieprzewidywalne niż kiedykolwiek, co wymaga od firm szybkiego dostosowywania się do zmian i przewidywania potencjalnych ryzyk. W związku z tym, pracodawcy coraz częściej szukają kandydatów, którzy potrafią poradzić sobie z niepewnością i chaosem, a nie tylko działać w dobrze zdefiniowanych, jasnych sytuacjach.
Przyczyną tej zmiany jest rosnące znaczenie adaptacyjności i elastyczności. Tradycyjne kompetencje związane z realizacją konkretnych, jasno określonych celów wciąż są ważne, ale to nie wystarcza w świecie, w którym sytuacja może zmienić się nagle i niespodziewanie. Osoby, które z łatwością odnajdują się w sytuacjach dynamicznych i pełnych niepewności, zyskują przewagę – ich zdolność szybkiego podejmowania decyzji i radzenia sobie z presją wpływa pozytywnie na rozwój całej organizacji.
Na jakich stanowiska zdolność zarządzania niepewnością zyskuje na wadze
Umiejętność efektywnego działania w warunkach niepewności i chaosu coraz częściej bywa brana pod uwagę przy rekrutacjach na stanowiska związane z zarządzaniem, strategią, innowacją i przywództwem.
Przykładem takich stanowisk mogą być:
Project Manager w środowisku startupowym – praca w startupie to częste zmiany priorytetów i szybkie decyzje. W tym kontekście zdolność adaptacji, reagowania na nieprzewidziane zmiany i znajdowanie rozwiązań „w biegu” jest nieoceniona.
Dyrektor ds. Innowacji – stanowisko to wymaga nie tylko znajomości nowych technologii, ale również umiejętności przewidywania i adaptacji do zmian rynkowych. To osoby na tych pozycjach są odpowiedzialne za testowanie i wdrażanie nowych rozwiązań w niepewnych warunkach.
Kierownik ds. Kryzysów i Ryzyka – zarządzanie kryzysowe w instytucjach finansowych czy technologicznych to wyzwanie, które wymaga doskonałej orientacji w zmieniających się przepisach i ryzykach, ale również szybkiego działania i podejmowania decyzji w sytuacjach pełnych niepewności.
Wbrew pozorom, rola tej umiejętności wzrasta także na stanowiskach nie menadżerskich. Dzisiaj bowiem dynamiczne zmiany w procesach, strukturach organizacyjnych, jak również narzędziach/systemach wykorzystywanych w pracy dotykają także specjalistów. Od ich nastawienia do tych zmian i otwartości na to co nowe zależy na ile sprawnie oni sami, jak i zespół w którym pracują będzie reagował na te zdarzenia.
Wiele innowacji wprowadza w początkowym etapie ich wdrażania wiele chaosu, niejasności lub zagubienia. Kluczową staje się umiejętność przezwyciężania trudności i dalszego poruszania się do przodu. Czasami bez jednoznacznych instrukcji, czasami trochę „na czuja” i z domyślnym ryzykiem popełnienia błędów. W takich sytuacjach sporym problemem dla zespołu bywają pracownicy, którzy nie zrobią nic dopóki wszystko nie zostanie jasno opisane, albo ktoś ich nie poprowadzi krok po kroku za rękę. Spowalniają oni wdrożenie nowego rozwiązania, a bywa że wręcz je sabotują – czy to świadomie swoimi działaniami, czy mniej świadomie „zatruwając” inne osoby swoim narzekaniem, marudzeniem i oporem.
Jak rozwijać umiejętność działania w warunkach niepewności?
Umiejętności związane z zarządzaniem niepewnością i zmiennością można rozwijać na wiele sposobów, od praktyki zawodowej po świadomy rozwój osobisty:
Poszerzanie horyzontów i rozwój ciekawości – kontakt z nowymi, niezwiązanymi bezpośrednio z obszarem pracy dziedzinami rozwija elastyczność myślenia. Przykładem może być eksplorowanie literatury, technologii lub psychologii, co pozwala zyskać różne punkty widzenia na codzienne wyzwania.
Szkolenia i symulacje w warunkach VUCA* – coraz więcej firm oferuje symulacje i ćwiczenia w sztucznie kreowanych sytuacjach niepewności. Dzięki temu uczestnicy mogą sprawdzić, jak reagują w warunkach stresu i chaosu, ucząc się szybkiej analizy sytuacji i wyciągania wniosków.
Zwiększenie świadomości emocjonalnej i zarządzanie stresem – jednym z kluczowych czynników sukcesu w sytuacjach VUCA* jest umiejętność zachowania spokoju i kontroli nad emocjami. Praktyki takie jak medytacja, mindfulness oraz techniki relaksacyjne wspierają odporność psychiczną, co jest istotne dla efektywnego działania w niepewnych warunkach.
Już dzisiaj warto uwzględnić powyższe propozycje w swoim rozwoju. Zdolność radzenia sobie z niepewnością w obecnym środowisku zawodowym przestaje być bowiem tylko dodatkowym atutem, ale staje się ważnym elementem poszukiwanym przez pracodawców.
Pokonywanie przeszkód w życiu jest nieodłączną częścią rozwoju – zarówno osobistego, jak i zawodowego. Jest po prostu częścią życia.
Rzeka napotyka na swojej drodze kamienie, zakręty i przeszkody, ale nie zatrzymuje się – płynie dalej, odnajdując nowe ścieżki. Podobnie powinniśmy reagować na wyzwania w naszym życiu i nie pozwolić im, aby zatrzymały nas w miejscu.
Nie oznacza to, że zawsze płyniemy z impetem do przodu. Czasem pokonanie przeszkody wymaga czasu. Woda musi się odpowiednio spiętrzyć, aby ją przełamać lub odpowiednio długo wsiąkać w grunt, aby się pod tą przeszkodą przesączyć. Siła wody polega też na tym, że nie zawsze trzyma się jednej ścieżki, kiedy przeszkoda jest zbyt duża, omija ją zmieniając kierunek i opływając.
Sądzę, że woda nie zastanawia się nad tym, czemu ta przeszkoda pojawiła się właśnie tutaj, czemu jest na mojej drodze lub kto ją zbudował. Rzekłbym nawet, że rzeka w duchu zen uznaje fakt istnienia przeszkody i nie przywiązuje się do raz obranej ścieżki. Uznaje wyższy cel – podążanie do przodu. Odbicie w bok traktuje nadal jako posuwanie się w przód i eksploruje nowe ścieżki i przesmyki sprytnie realizując swój nadrzędny cel.
W psychologii mówimy o zjawisku odporności psychicznej (tzw. rezyliencji), która pozwala nam przekształcać trudności w lekcje i okazje do wzrostu. Kiedy przyjmujemy postawę rzeki, uczymy się, że przeszkody nie muszą być barierami blokującymi nasz rozwój – mogą stać się punktami, które nas wzmacniają lub popychają w kierunku, którego początkowo nie braliśmy pod uwagę. Kluczowe jest jednak to, aby nie pozwolić, by negatywne myśli stały się tamą dla naszego potencjału.
To, co nas często zatrzymuje, to nie sam problem, ale sposób, w jaki o nim myślimy. Zamiast walczyć z przeciwnościami, warto je zaakceptować i płynąć dalej – z wiarą, że za każdym zakrętem czeka nowe rozwiązanie.
Uwielbiam te momenty, kiedy widzę jak moi klienci tak działają. Mówią o przeciwnościach na jakie trafili. Mówią co w związku z tym robią i mówią, że i tak się nie zatrzymają nawet jeśli droga okaże się dłuższa niż planowali.
Przyszła jesień i warunki pogodowe uległy istotnej zmianie w porównaniu do tych, które panowały latem. Za oknem często bywa szaro, częściej pada deszcz, zmrok zapada coraz szybciej, a słońce wschodzi coraz później. Można by zaryzykować stwierdzenie, że okna, które latem były źródłem światła napełniającym nas energią, teraz wręcz ją nam odbierają. Kiedy budzimy się wypoczęci i pełni energii, patrzymy na nie i często myślimy: „O rany, ale szary dzień”. Na szybach okien osadza się coraz więcej brudu, śladów po kroplach deszczu, a czasem nawet przyklei się jakiś mokry liść.
Patrząc z wnętrza naszych mieszkań na świat przez takie okna, myślimy sobie: „Brrr…, jak nieprzyjemnie”. Jednak kiedy wyjdziemy z domu, jesteśmy zaskoczeni tym, co widzimy na zewnątrz. Okazuje się, że jest całkiem przyjemnie — pojawiają się nowe, intensywne zapachy, lasy i rośliny wokół nas zmieniają kolory, a jesienne słońce, które znajduje się dużo niżej niż latem, zupełnie inaczej oświetla znane nam miejsca, fantazyjnie bawiąc się cieniami, które rzucają oświetlane przedmioty.
Niewielu z nas zwraca uwagę na to, że w naszej głowie też mamy takie „okno”, przez które patrzymy na świat, i czasem jest ono na tyle „brudne”, że utrudnia nam cieszenie się życiem.
Zamglone postrzeganie – gdy lęki przysłaniają rzeczywistość
W sytuacjach stresowych często koncentrujemy się na tym, co tracimy, co mogłoby pójść nie tak, lub czego możemy się obawiać. Nasza uwaga skierowana jest na brak i zagrożenie, co wzmacnia negatywne emocje i wywołuje reakcje, które nie są adekwatne do rzeczywistości. Ten sposób myślenia, skupiony na lękach i stratach, zamyka nas na możliwość zobaczenia innych aspektów sytuacji, takich jak nasze potrzeby, priorytety czy szanse, które mogą z niej wynikać. Aby przerwać ten cykl, musimy nauczyć się świadomie patrzeć na to, co jest naprawdę ważne i zadać sobie pytanie: „Co jest istotne dla MNIE w tej chwili?”. W ten sposób możemy zmienić perspektywę z reakcji na lęki na odpowiedź na rzeczywiste potrzeby.
Przybrudzone okno – umysłu zdominowanego przez lęk
Nasza percepcja rzeczywistości jest często zniekształcona przez lęki, które działają jak brud na szybie okna, przez które patrzymy na świat. Zamiast widzieć sytuację taką, jaka jest, widzimy odbicie naszych własnych obaw, projekcji i przekonań. To, czego nie dostrzegamy, uzupełniamy wyobrażeniami, które wzmacniają nasz niepokój. Wefekciereagujemy nie na to, co rzeczywiście się dzieje, ale na nasze wewnętrzne lęki i obawy. Stajemy się więźniami własnych projekcji i jesteśmy zamknięci na możliwość rzeczywistej oceny sytuacji.
Czystość i światło – droga do wewnętrznego spokoju
Oczyszczenie umysłu i nauczenie się postrzegania rzeczywistości w sposób klarowny i obiektywny to proces, który wymaga pracy nad sobą i refleksji. Gdy „umyjemy” nasze „okno”, odkrywamy, że wpada do naszego wnętrza więcej światła – więcej nadziei, energii i spokoju. W efekcie, zamiast reagować na lęk, zaczynamy działać w zgodzie z tym, co jest dla nas naprawdę ważne, co przynosi nam większą równowagę i spokój wewnętrzny. Czyste „okno umysłu” pozwala nam patrzeć na życie z większą perspektywą, dając nam siłę, by mierzyć się z wyzwaniami w sposób konstruktywny i pełen nadziei.
Poniżej przytaczam kilka sposób uporania się z „zabrudzeniami” na naszym mentalnym oknie:
1. Ćwiczenie uważności (Mindfulness)
Uważność to praktyka, która polega na skierowaniu swojej uwagi na „tu i teraz”, bez oceniania i analizowania. Pomaga nam ona odciąć się od wyobrażeń i lęków, które projektujemy na rzeczywistość. Regularne medytacje uważności mogą nauczyć nas rozpoznawać, kiedy nasz umysł wędruje w stronę negatywnych myśli, i skierować naszą uwagę na to, co faktycznie się dzieje w danym momencie. W ten sposób zaczynamy patrzeć na świat bardziej obiektywnie, zamiast interpretować go przez pryzmat własnych obaw.
2. Technika trzech pytań
Kiedy czujemy, że lęki dominują nasze myśli, warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie trzy pytania:
Co faktycznie się dzieje w tej sytuacji?
Co jest dla mnie najważniejsze w tym momencie?
Jakie mam możliwości działania, aby zadbać o swoje potrzeby?
Ta technika pomaga przeformułować nasze myślenie z reakcji na lęki na skupienie się na rzeczywistości i możliwościach działania. Zamiast rozmyślać o tym, czego się boimy, zaczynamy koncentrować się na faktach i na tym, co możemy zrobić, aby zadbać o siebie.
3. Ćwiczenie przesuwania perspektywy
W trudnych momentach łatwo jest utknąć w negatywnym myśleniu. Ćwiczenie przesuwania perspektywy polega na spojrzeniu na daną sytuację z innego punktu widzenia. Możemy zadać sobie pytanie: „Jak wyglądałaby ta sytuacja, gdybym patrzył na nią oczami osoby, która mnie wspiera i motywuje?”. Można też spróbować spojrzeć na problem z perspektywy przyszłości, zastanawiając się: „Jak będę na to patrzył za miesiąc lub rok?”. Takie techniki pomagają zdystansować się od emocji i lęków, które dominują nasze postrzeganie, i zobaczyć sytuację w szerszym kontekście.
4. Skupienie na wartościach i celach
Często, gdy koncentrujemy się na lękach, tracimy z oczu to, co jest dla nas naprawdę ważne. Jeżeli znamy swoje najważniejsze wartości, warto się do nich odwołać. Nie na darmo często powtarzam moim coachingowym klientom, że nasze wartości w trudnych momentach są dla nas jak kompas. Warto więc zadać sobie pytanie: „Jak mogę w tej chwili działać zgodnie z moimi wartościami?”. Skupienie się na wartościach sprawia, że nasze działania stają się bardziej spójne, a my sami czujemy się bardziej pewni i stabilni.
5. Praktyka wdzięczności
Jednym z najprostszych, a jednocześnie najbardziej skutecznych sposobów na zmianę percepcji jest praktyka wdzięczności. Regularne zapisywanie rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni, pozwala skupić uwagę na pozytywnych aspektach życia, a nie na tym, czego brakuje. W trudnych chwilach możemy zadać sobie pytanie: „Za co mogę być wdzięczny w tej sytuacji?”. Nawet najmniejsze pozytywy mogą pomóc nam zmienić perspektywę i dodać energii do działania.
Skoro zacząłem ten artykuł od jesieni, to i na niej skończę. Choć w zasadzie skończę na „jesieniarzach” i „jesieniarach” – czyli ludziach, którzy uwielbiają jesień i uznają ją za najlepszą porę roku. Już dawno temu zauważyli oni, że kiedy na zewnątrz jest mokro, ciemno i nieprzyjemnie najlepsze co możesz dla siebie zrobić to zapalić świeczki, które dają ciepło i światło, wskoczyć pod miły w dotyku koc, który Cię otuli i da poczucie bezpieczeństwa, zrobić kubek pysznej herbaty, która Cię rozgrzeje i pozwoli Ci poczuć jej wyborny smak. Są to namiastki przyjemności, takie światełka które rozświetlają od wewnątrz Twój ciemny domu.
Uczmy się od nich i rozświetlajmy nasz mentalne domy wewnętrznym światłem. Paląc w nich nadzieję, wiarę w siebie lub ucząc się cieszyć „małymi szczęściami”, których jest sporo wokół nas każdego dnia.
Ostatnio rozmawiałem ze znajomym, z którym mam kontakt raz na jakiś czas. Nigdy nie był typem wiecznego marudy, ale daleko mu było do osoby przesadnie optymistycznej. Raczej balansował gdzieś pośrodku – stonowany, czasem sceptyczny, ale bez przesady w żadną stronę. Tymczasem ostatnia rozmowa zupełnie mnie zaskoczyła. Zobaczyłem kogoś, kto był wyluzowany, zadowolony z życia i pracy, a na dodatek sprawczo i optymistycznie nastawiony do przyszłości. Zapytałem go, co się zmieniło. Odpowiedział krótko – zdecydowałem się nie narzekać.
W świecie pełnym wyzwań, natłoku informacji i presji społecznej, łatwo jest wpaść w pułapkę narzekania. Często narzekamy, bo w ten sposób wyrażamy frustrację, rozładowujemy napięcie lub po prostu chcemy, aby ktoś nas zrozumiał. Sęk w tym, że narzekanie rzadko przynosi ulgę. Co więcej, nie wpływa na rzeczywistą zmianę sytuacji. Zamiast tego, często wpędza nas w spiralę negatywnego myślenia, która może zdominować nasz dzień, a nawet całe życie.
Psychologia i badania nad rozwojem osobistym wskazują, że istnieje prostsza i bardziej efektywna droga do lepszego samopoczucia i większych sukcesów. Nie polega ona na wypieraniu trudnych emocji, ale na świadomym przestawieniu swojej uwagi na to, co pozytywne i wartościowe w naszym otoczeniu. Choć może wydawać się to banalne, regularne ćwiczenie tej praktyki może zrewolucjonizować nasze podejście do życia.
Siła uwagi: Zmieniamy świat, zmieniając punkt widzenia
Ludzki mózg jest wyjątkowo plastyczny, a nasze myśli kształtują sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość. Kiedy narzekamy, wzmacniamy w naszych umysłach negatywne połączenia neuronowe. Z każdą krytyczną myślą, nasz mózg uczy się dostrzegać jeszcze więcej problemów. Narzekanie to nie tylko wyraz niezadowolenia – to budowanie mentalnych ścieżek, które mogą stać się autostradą do frustracji i pesymizmu.
Tymczasem, przesunięcie uwagi na pozytywne aspekty życia – nawet te najmniejsze – aktywuje zupełnie inne obszary mózgu. Kiedy zaczynasz dostrzegać, co ci się udaje, jakie masz możliwości lub jakie piękne momenty zdarzają się w ciągu dnia, tworzysz nową sieć połączeń neuronowych. Mózg uczy się wtedy innego wzorca: zamiast postrzegać świat jako miejsce pełne trudności, zaczyna dostrzegać szanse i inspiracje. To, na czym się koncentrujemy, zaczyna dominować w naszym życiu.
Zmiana myślenia nie wymaga cudownych metod – potrzebuje wytrwałości
Wielu ludzi szuka magicznego sposobu na poprawę życia – jakiejś cudownej techniki, która od razu przyniesie ulgę. Ale prawda jest taka, że najprostsze rozwiązania często okazują się najbardziej skuteczne. Przesunięcie uwagi z negatywów na pozytywy nie wymaga zaawansowanych narzędzi ani drogich warsztatów. Kluczem jest regularność i wytrwałość. To nie jest jednorazowa zmiana, którą można wprowadzić za pomocą „przełącznika” w głowie.
Każdy dzień to nowa okazja do ćwiczeń. Zaczyna się od małych kroków: może to być dostrzeżenie piękna w porannej kawie, wdzięczność za rozmowę z przyjacielem lub zauważenie, że deszcz, który pada, przynosi korzyści naturze. Z czasem staje się to nawykiem, a nasz mózg – jak każda inna część ciała – zaczyna dostosowywać się do tego, czego regularnie od niego wymagamy.
Lepsze życie to kwestia perspektywy, a nie okoliczności
Często wierzymy, że nasze życie poprawi się dopiero wtedy, gdy zmienią się nasze okoliczności – gdy dostaniemy lepszą pracę, więcej pieniędzy, gdy nasze relacje staną się prostsze. Tymczasem liczne badania wskazują, że zmiana perspektywy ma znacznie większy wpływ na nasze szczęście niż zmiany zewnętrzne. Kiedy zaczynasz dostrzegać pozytywy, zaczynasz wierzyć, że masz kontrolę nad swoim życiem. To nie świat się zmienia – to Ty zmieniasz sposób, w jaki go widzisz.
Zamiast czekać na „lepsze jutro”, zaczynasz dostrzegać, że to dzisiaj może być tym dniem, który przynosi satysfakcję. To podejście nie oznacza ignorowania problemów czy udawania, że wszystko jest idealne. Chodzi raczej o równoważenie uwagi – o świadome dostrzeganie tego, co dobre, co działa, co jest warte uwagi i wdzięczności.
Obecnie żyjemy w czasach, gdzie z każdej strony zalewają nas porady, kursy i książki obiecujące prostą receptę na lepsze życie, super zmianę zawodową, sukces w social mediach lub zwielokrotnienie własnych finansów. Autorzy często przekonują, że odkryli sekret, który odmieni naszą codzienność. Problem w tym, że te „uniwersalne prawdy” często wzajemnie się wykluczają. My natomiast, zdezorientowani wielością wyborów trwamy w braku decyzji i niedziałaniu.
W natłoku informacji możemy łatwo się zagubić. Kluczem do rozwoju nie jest ślepe podążanie za każdym nowym trendem, lecz świadome wybieranie tych, których filozofia naprawdę do nas przemawia. Warto świadomie ograniczyć ilość źródeł, uruchomić krytyczne myślenie i jeśli zdecydujemy się na jakąś ścieżkę cierpliwie nią podążać.
Czasem to, co pomijamy, jest równie ważne jak to, co wybieramy.
Przez dużą część mojego życia stałem po stronie pesymistów. Myślę, że wynikało to z mojego dzieciństwa – nie było ono tragiczne, ale też nie tak łatwe, jak u większości moich rówieśników. Nie budowało w pełni mojego poczucia własnej wartości, a dodatkowo dość często sprawiało, że odczuwałem brak możliwości korzystania z niego w taki sposób, jak inni. Przyszedł jednak taki moment, że przeszedłem na drugą stronę i stałem się racjonalistą z dużą domieszką optymizmu, dobrej energii i pozytywnego nastawienia. Już wiele razy byłem pytany, jak tego dokonałem.
Każdy z nas doświadczył momentów, w których rzeczywistość brutalnie zderzała się z naszymi oczekiwaniami. Rozgoryczenie, które w takich chwilach sie pojawia, jest zrozumiałe – czujemy się pokrzywdzeni, bezsilni, zdominowani przez niesprawiedliwość losu. Ale czy naprawdę musimy zatrzymywać się na tym etapie?
Moja odpowiedź, brzmi: NIE! Istnieje sposób, by zamiast narzekać na to, co nas spotyka, zacząć w tej sytuacji szukać możliwości. Klucz tkwi w zmianie perspektywy – zamiast czuć się bezradnym, można zacząć stawać się sprytnym.
Od rozgoryczenia do przemyślanej strategii
Rozgoryczenie ma swoje korzenie w frustracji spowodowanej rozdźwiękiem między tym, co sobie wyobrażaliśmy, a rzeczywistością. Trudno jest tego nie porównywać, zwłaszcza gdy wydaje się, że rzeczy miały potoczyć się inaczej, lepiej. Jednak w tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy cokolwiek zmieni nasza złość lub poczucie niesprawiedliwości? Zamiast tkwić w stanie żalu, możemy przejść do działania – to tutaj pojawia się szansa, by być sprytnym, a nie rozgoryczonym.
Jedna z ważniejszych stoickich zasad opiera się na dzieleniu spraw na te, które są w naszej kontroli, i te, które nie są. Gdy zrozumiemy, że na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu – los, zachowania innych ludzi, nieprzewidywalne zdarzenia – łatwiej jest nam skupić energię na tym, co możemy zmienić. Zamiast walczyć z rzeczywistością, uczymy się akceptacji, a to daje przestrzeń na kreatywne myślenie i poszukiwanie rozwiązań.
Przyjmij rzeczywistość i odkryj nowe możliwości
Akceptacja rzeczywistości nie oznacza kapitulacji. To raczej przełomowy moment, w którym przestajemy marnować energię na rozpacz nad tym, co straciliśmy lub co się nie spełniło. Zamiast patrzeć wstecz i porównywać, jak miało być, skupiamy się na tu i teraz. Pytanie „Co mogę teraz zrobić z tą sytuacją?” staje się kluczowe.
Stoickie podejście podpowiada, że w każdej trudności kryje się potencjał. Przyjmując to, co jest, zyskujemy wolność do działania. Może okazać się, że sytuacja, która wydawała się z początku stratą, otwiera przed nami nowe możliwości – na przykład rozwój w nowym kierunku, którego wcześniej nie dostrzegaliśmy. To sposób, aby odzyskać kontrolę nad swoim życiem i odczuć spryt, a nie bezsilność.
Na pozytywne podejście musi być przestrzeń
Jeśli ktoś sądzi, że po takiej mentalnej metamorfozie moje życie stało się jedynie błogie i szczęśliwe, jest w błędzie. Nie stałem się kuloodporny ani nie jestem wzorowym stoikiem o chłodnym, logicznym umyśle. Mam emocje i bardzo je sobie cenię, choć tak już jest, że w pakiecie z tymi pięknymi dostajemy również cały zestaw tych trudnych. Bywa więc, że się wściekam, marudzę, narzekam i nierzadko coś siarczyście skomentuję. Potrafię też się wkurzyć. Jednak w przeciwieństwie do przeszłości, nie pielęgnuję tych stanów, nie trwam w nich zbyt długo. Zadaję sobie pytanie: „Co mogę w tej sytuacji, tu i teraz, zrobić najlepszego, aby jak najwięcej ugrać dla siebie?”. To jest właśnie początek wejścia w stan sprytu i wyjścia ze stanu rozgoryczenia.
W dzisiejszym świecie, pełnym wyzwań i presji na osiągnięcie sukcesu, często stawiamy sobie konkretne cele i dążymy do ich realizacji z pełną determinacją. Zresztą, kiedy tylko spróbowalibyśmy sobie trochę odpuścić, zaraz znajdzie się grono „życzliwych” krytyków, którzy zjadą nas z góry do dołu za zbyt małe staranie, pójście na łatwiznę lub mało ortodoksyjne podejście do jakiegoś tematu.
Sam tego doświadczam nieustannie, kiedy deklaruję że staram się zdrowo jeść i jeszcze co gorsza stwierdzam, że jestem „semiwegetarianinem”*. Tak więc, spora grupa osób, tłumaczy mi czym jest naprawdę zdrowe jedzenie i co powinienem jeść inaczej (to nic, że ich teorie są sprzeczne ze sobą). Do tego co rusz jakiś wegetarianin udowadnia mi, że „semiwegetarianizm” to żaden wegetarianizm i sczeznę w piekle dla mięsożerców. Natomiast Ci spożywający mięso, uznają mnie za pokręconego na równi z wegetarianami i ciągle raczą – według nich dowcipnymi pytaniami – dlaczego roślinne produkty udają mięsne z nazwy np. burger roślinny.
Ślepe Podążanie za Celem
Choć z próbą narzucania mi przez innych ortodoksyjnego patrzenia na różne sprawy radzę sobie całkiem dobrze. To od czasu do czasu, sam łapię się na swojej własnej głupiej ortodoksji. Chcę się podzielić jednym z moich ostatnich przyłapań, żeby pokazać czemu warto mieć otwartą głowę.
Dbam o zdrowy tryb życia i m.in. codziennie staram się zrobić 10 000 kroków. Dopuszczam jednak zastąpienie ich jazdą na rowerze. Oczywiście pod warunkiem, że będzie wystarczająco długa i dynamiczna, aby moje ciało dostało odpowiedni wycisk. Sęk w tym, iż mieszkam w takim miejscu, że wokół mnie jest sporo tras o dużym nachyleniu terenu, co jest super. Jednak nie wtedy, kiedy zmachany po wielu kilometrach wracasz do domu i musisz pokonać stromy podjazd, bo dom w którym mieszkasz mieści się na tzw. górnym tarasie, czyli mówiąc wprost na dużym wzniesieniu.
W efekcie, często rezygnowałem z przejażdżek rowerowych, bo wizja powrotu do domu zupełnie mnie zniechęcała. Co prawda, jest w moim mieście system elektrycznych rowerów miejskich, z którymi podjazd do domu nie stanowi problemu, ale uznawałem to za potwarz dla mojej dumy i aspiracji dla zdrowego trybu życia. Nie będę jeździł na „udawanym rowerze” z elektrycznym wspomaganiem. Tym sposobem mój rower sporo czasu spędzał w piwnicy, a ja dużym łukiem omijałem stacje rowerów elektrycznych.
Ślepota tego podejścia powodowała, że skoro elektryk nie męczy mojego ciała tak samo jak zwykły rower, to nie jest godzien mojej uwagi. Przejrzałem na oczy, kiedy najbliższa mi osoba zaproponowała wspólną przejażdżkę na elektrykach. Dodatkowo zachęciła mnie perspektywa tego, że pojedziemy tymi rowerami w jedno miejsce. Zostawimy je tam i pójdziemy sobie na długi spacer po lesie, z którego wyjdziemy w zupełnie innej części miasta i tam weźmiemy inne rowery elektryczne, którymi wrócimy do domu.
Korzyści z Elastyczności: Otwórz Się na Więcej Możliwości
Po tej wycieczce otworzyły mi się klapki, które miałem w swojej głowie i nagle dojrzałem potencjał miejskich rowerów elektrycznych. Już nie oczekuję od nich, że będą substytutem moich 10 000 kroków. Teraz są dla mnie odpornym na korki i szybkim środkiem do przemieszczania się po mieście, któremu nie straszne są wjazdy pod wysokie wzniesienia.
Dziś bardzo często jadę nimi w jakąś odległą część miasta, aby w niej zrobić te swoje 10 000 kroków i cieszyć się tym, że robię je w miejscu, które rzadko do tej pory odwiedzałem.
Powiem więcej, kiedy jadę na spotkanie w knajpce ze znajomymi, dziś często śmigam na rowerze elektrycznym. Nie muszę płacić za parkowanie samochodu w centrum miasta. Nie płacę za komunikację miejską i nie muszę czekać na autobusy nocne, kiedy chcę wrócić późno wieczorem po takim spotkaniu do domu. Rozwiązałem nawet problem z kaskiem rowerowym, bo to często nieporęczny kawał plastiku, z którym miałbym chodzić po mieście. Kupiłem sobie składany kask.
Jaka jest dodatkowo korzyść z tego podejścia? Jak sprawdziłem, kiedy wracam do domu na elektryku pod górkę spalam 1/3 kalorii, jakie bym spalił jadąc normalnym rowerem. Sęk w tym, że ze spotkania ze znajomymi wracałbym raczej autobusem lub taksówką, a tak spalam dodatkowe kalorie 😉
* Semiwegetarianizm – to odmiana diety ograniczającej spożycie mięsa. Wyłącza zupełnie mięso czerwone (wołowinę, wieprzowinę), a dopuszcza spożywanie mięsa białego (drób, ryby). W posiłkach można spożywać nabiał, jajka i miód.
Wielu z nas wciąż szuka magicznych sztuczek lub sposobów na zdobycie czegoś w życiu. Chcemy, aby było magicznie – to nie znaczy, że chcemy wyskakującego z kapelusza królika. Tak naprawdę pod słowem „magia” kryje się iluzoryczna nadziej na brak wysiłku. Chcemy po prostu coś dostać lub zdobyć nie wkładając w to pracy.
Na tej naiwności bazuje całkiem sporo reklam obiecujących nam magiczne zmiany w naszym ciele lub zdrowiu. Np. picie „magicznych” herbatek, które w „magiczny” sposób mają z naszego ciała usunąć nadmiary tłuszczu i to bez ćwiczeń i zdrowego odżywiania. Sądzę, że każdy kto próbował tego magicznego działania, jedyne czego doświadczył to ubytku gotówki, a nie tłuszczu.
Są jeszcze np. spece od inwestycji, którzy twierdzą, że włożysz tylko trochę gotówki w to co Ci proponują i potem będzie tylko siedział i patrzył jak Ci przybywa kasy na koncie. Czy naprawdę jesteśmy tacy naiwni, aby wierzyć że ludzie którzy znaliby taki sposób nie robiliby nic innego tylko opowiadali o tym innym wykupując w tym celu posty reklamowe w social mediach.
Specami od magii jesteśmy wreszcie bardzo często my sami. Kupujemy poradniki i mamy nadzieję, że po ich przeczytaniu coś się magicznie zmieni w naszym życiu. A jak nie, to kupimy sobie jeszcze jeden poradnik i jeszcze jeden. Może dorzucimy też jakiś kurs on-line lub płatny webinar. Niestety magia nie przenosi się przez papier lub łącza internetowe. Ona przenosi się tylko poprzez działanie jakie wdrożymy w naszym życiu na bazie tego co wyczytaliśmy w tych poradnikach. No, ale… przecież komu by się chciało wdrażać w życie te wszystkie porady.
Lubimy też sobie marzyć o wielki karierach i wysokich pensjach, tylko jakoś bardzo często zapominamy o wyboistej i wymagającej drodze, która do nich prowadzi. W sumie nie wiem skąd przychodzi nam do głowy taki pomysł, że tak sobie będziemy leżeć i marzyć i nagle „PUF!!!” i już jesteśmy prezesem. No ale nie byle jakim, tylko takim który bierze wysoką pensję, ma poważanie i magicznie unika wielkiej odpowiedzialności jaka na nim ciąży za wszystkie jego działania i decyzje.
Chcecie być czarodziejami i korzystać z magii, to bądźcie – tego Wam życzę.
Mam tylko jedną sugestię, zamiast magicznej różdżki używajcie magii działania i to tego, którego do tej pory unikaliście. Moje doświadczenia, doświadczenia moich klientów i wielu innych ludzi jasno pokazują, że kiedy podejmujemy działania w obszarach, których unikaliśmy. Kiedy działamy, zamiast odkładać na później – dzieje się magia. Realizujemy plany, osiągamy cele, wzrasta nasze poczucie wartości, stajemy się bardziej odważni i spełnieni w życiu. Najczęściej też, magicznie stajemy się lepszym i fajniejszymi ludźmi. Nie zostaje mi zatem nic innego, jak życzyć Wam udanego czarowania.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji
Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska.
1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies.
2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.
3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia
4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu:
a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb;
b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości;
5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika.
6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies:
a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu;
b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu;
c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu;
d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.;
e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań.
7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej).
8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu.
9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów.
10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.