Rafał Markiewicz

Blog

Zadbaj o czyste „okno umysłu” i swoje samopoczucie

Przyszła jesień i warunki pogodowe uległy istotnej zmianie w porównaniu do tych, które panowały latem. Za oknem często bywa szaro, częściej pada deszcz, zmrok zapada coraz szybciej, a słońce wschodzi coraz później. Można by zaryzykować stwierdzenie, że okna, które latem były źródłem światła napełniającym nas energią, teraz wręcz ją nam odbierają. Kiedy budzimy się wypoczęci i pełni energii, patrzymy na nie i często myślimy: „O rany, ale szary dzień”. Na szybach okien osadza się coraz więcej brudu, śladów po kroplach deszczu, a czasem nawet przyklei się jakiś mokry liść.

Patrząc z wnętrza naszych mieszkań na świat przez takie okna, myślimy sobie: „Brrr…, jak nieprzyjemnie”. Jednak kiedy wyjdziemy z domu, jesteśmy zaskoczeni tym, co widzimy na zewnątrz. Okazuje się, że jest całkiem przyjemnie — pojawiają się nowe, intensywne zapachy, lasy i rośliny wokół nas zmieniają kolory, a jesienne słońce, które znajduje się dużo niżej niż latem, zupełnie inaczej oświetla znane nam miejsca, fantazyjnie bawiąc się cieniami, które rzucają oświetlane przedmioty.

Niewielu z nas zwraca uwagę na to, że w naszej głowie też mamy takie „okno”, przez które patrzymy na świat, i czasem jest ono na tyle „brudne”, że utrudnia nam cieszenie się życiem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - lęk - obawy - zmiana perspektywy - zmiana myślenia

Zamglone postrzeganie – gdy lęki przysłaniają rzeczywistość

W sytuacjach stresowych często koncentrujemy się na tym, co tracimy, co mogłoby pójść nie tak, lub czego możemy się obawiać. Nasza uwaga skierowana jest na brak i zagrożenie, co wzmacnia negatywne emocje i wywołuje reakcje, które nie są adekwatne do rzeczywistości. Ten sposób myślenia, skupiony na lękach i stratach, zamyka nas na możliwość zobaczenia innych aspektów sytuacji, takich jak nasze potrzeby, priorytety czy szanse, które mogą z niej wynikać. Aby przerwać ten cykl, musimy nauczyć się świadomie patrzeć na to, co jest naprawdę ważne i zadać sobie pytanie: „Co jest istotne dla MNIE w tej chwili?”. W ten sposób możemy zmienić perspektywę z reakcji na lęki na odpowiedź na rzeczywiste potrzeby.

Przybrudzone okno – umysłu zdominowanego przez lęk

Nasza percepcja rzeczywistości jest często zniekształcona przez lęki, które działają jak brud na szybie okna, przez które patrzymy na świat. Zamiast widzieć sytuację taką, jaka jest, widzimy odbicie naszych własnych obaw, projekcji i przekonań. To, czego nie dostrzegamy, uzupełniamy wyobrażeniami, które wzmacniają nasz niepokój. W efekcie reagujemy nie na to, co rzeczywiście się dzieje, ale na nasze wewnętrzne lęki i obawy. Stajemy się więźniami własnych projekcji i jesteśmy zamknięci na możliwość rzeczywistej oceny sytuacji.

Czystość i światło – droga do wewnętrznego spokoju

Oczyszczenie umysłu i nauczenie się postrzegania rzeczywistości w sposób klarowny i obiektywny to proces, który wymaga pracy nad sobą i refleksji. Gdy „umyjemy” nasze „okno”, odkrywamy, że wpada do naszego wnętrza więcej światła – więcej nadziei, energii i spokoju. W efekcie, zamiast reagować na lęk, zaczynamy działać w zgodzie z tym, co jest dla nas naprawdę ważne, co przynosi nam większą równowagę i spokój wewnętrzny. Czyste „okno umysłu” pozwala nam patrzeć na życie z większą perspektywą, dając nam siłę, by mierzyć się z wyzwaniami w sposób konstruktywny i pełen nadziei.

Poniżej przytaczam kilka sposób uporania się z „zabrudzeniami” na naszym mentalnym oknie:

1. Ćwiczenie uważności (Mindfulness)

Uważność to praktyka, która polega na skierowaniu swojej uwagi na „tu i teraz”, bez oceniania i analizowania. Pomaga nam ona odciąć się od wyobrażeń i lęków, które projektujemy na rzeczywistość. Regularne medytacje uważności mogą nauczyć nas rozpoznawać, kiedy nasz umysł wędruje w stronę negatywnych myśli, i skierować naszą uwagę na to, co faktycznie się dzieje w danym momencie. W ten sposób zaczynamy patrzeć na świat bardziej obiektywnie, zamiast interpretować go przez pryzmat własnych obaw.

2. Technika trzech pytań

Kiedy czujemy, że lęki dominują nasze myśli, warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie trzy pytania:

  • Co faktycznie się dzieje w tej sytuacji?
  • Co jest dla mnie najważniejsze w tym momencie?
  • Jakie mam możliwości działania, aby zadbać o swoje potrzeby?

Ta technika pomaga przeformułować nasze myślenie z reakcji na lęki na skupienie się na rzeczywistości i możliwościach działania. Zamiast rozmyślać o tym, czego się boimy, zaczynamy koncentrować się na faktach i na tym, co możemy zrobić, aby zadbać o siebie.

3. Ćwiczenie przesuwania perspektywy

W trudnych momentach łatwo jest utknąć w negatywnym myśleniu. Ćwiczenie przesuwania perspektywy polega na spojrzeniu na daną sytuację z innego punktu widzenia. Możemy zadać sobie pytanie: „Jak wyglądałaby ta sytuacja, gdybym patrzył na nią oczami osoby, która mnie wspiera i motywuje?”. Można też spróbować spojrzeć na problem z perspektywy przyszłości, zastanawiając się: „Jak będę na to patrzył za miesiąc lub rok?”. Takie techniki pomagają zdystansować się od emocji i lęków, które dominują nasze postrzeganie, i zobaczyć sytuację w szerszym kontekście.

4. Skupienie na wartościach i celach

Często, gdy koncentrujemy się na lękach, tracimy z oczu to, co jest dla nas naprawdę ważne. Jeżeli znamy swoje najważniejsze wartości, warto się do nich odwołać. Nie na darmo często powtarzam moim coachingowym klientom, że nasze wartości w trudnych momentach są dla nas jak kompas.  Warto więc zadać sobie pytanie: „Jak mogę w tej chwili działać zgodnie z moimi wartościami?”. Skupienie się na wartościach sprawia, że nasze działania stają się bardziej spójne, a my sami czujemy się bardziej pewni i stabilni.

5. Praktyka wdzięczności

Jednym z najprostszych, a jednocześnie najbardziej skutecznych sposobów na zmianę percepcji jest praktyka wdzięczności. Regularne zapisywanie rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni, pozwala skupić uwagę na pozytywnych aspektach życia, a nie na tym, czego brakuje. W trudnych chwilach możemy zadać sobie pytanie: „Za co mogę być wdzięczny w tej sytuacji?”. Nawet najmniejsze pozytywy mogą pomóc nam zmienić perspektywę i dodać energii do działania.

Skoro zacząłem ten artykuł od jesieni, to i na niej skończę. Choć w zasadzie skończę na „jesieniarzach” i „jesieniarach” – czyli ludziach, którzy uwielbiają jesień i uznają ją za najlepszą porę roku. Już dawno temu zauważyli oni, że kiedy na zewnątrz jest mokro, ciemno i nieprzyjemnie najlepsze co możesz dla siebie zrobić to zapalić świeczki, które dają ciepło i światło, wskoczyć pod miły w dotyku koc, który Cię otuli i da poczucie bezpieczeństwa, zrobić kubek pysznej herbaty, która Cię rozgrzeje i pozwoli Ci poczuć jej wyborny smak. Są to namiastki przyjemności, takie światełka które rozświetlają od wewnątrz Twój ciemny domu.

Uczmy się od nich i rozświetlajmy nasz mentalne domy wewnętrznym światłem. Paląc w nich nadzieję, wiarę w siebie lub ucząc się cieszyć „małymi szczęściami”, których jest sporo wokół nas każdego dnia.

Siła Prostej Zmiany: Jak przestawienie uwagi z Narzekania na Pozytywne aspekty może odmienić Twoje Życie

Ostatnio rozmawiałem ze znajomym, z którym mam kontakt raz na jakiś czas. Nigdy nie był typem wiecznego marudy, ale daleko mu było do osoby przesadnie optymistycznej. Raczej balansował gdzieś pośrodku – stonowany, czasem sceptyczny, ale bez przesady w żadną stronę. Tymczasem ostatnia rozmowa zupełnie mnie zaskoczyła. Zobaczyłem kogoś, kto był wyluzowany, zadowolony z życia i pracy, a na dodatek sprawczo i optymistycznie nastawiony do przyszłości. Zapytałem go, co się zmieniło. Odpowiedział krótko – zdecydowałem się nie narzekać.

W świecie pełnym wyzwań, natłoku informacji i presji społecznej, łatwo jest wpaść w pułapkę narzekania. Często narzekamy, bo w ten sposób wyrażamy frustrację, rozładowujemy napięcie lub po prostu chcemy, aby ktoś nas zrozumiał. Sęk w tym, że narzekanie rzadko przynosi ulgę. Co więcej, nie wpływa na rzeczywistą zmianę sytuacji. Zamiast tego, często wpędza nas w spiralę negatywnego myślenia, która może zdominować nasz dzień, a nawet całe życie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pozytywne myślenie - brak narzekania - zmiana myślenia

Psychologia i badania nad rozwojem osobistym wskazują, że istnieje prostsza i bardziej efektywna droga do lepszego samopoczucia i większych sukcesów. Nie polega ona na wypieraniu trudnych emocji, ale na świadomym przestawieniu swojej uwagi na to, co pozytywne i wartościowe w naszym otoczeniu. Choć może wydawać się to banalne, regularne ćwiczenie tej praktyki może zrewolucjonizować nasze podejście do życia.

Siła uwagi: Zmieniamy świat, zmieniając punkt widzenia

Ludzki mózg jest wyjątkowo plastyczny, a nasze myśli kształtują sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość. Kiedy narzekamy, wzmacniamy w naszych umysłach negatywne połączenia neuronowe. Z każdą krytyczną myślą, nasz mózg uczy się dostrzegać jeszcze więcej problemów. Narzekanie to nie tylko wyraz niezadowolenia – to budowanie mentalnych ścieżek, które mogą stać się autostradą do frustracji i pesymizmu.

Tymczasem, przesunięcie uwagi na pozytywne aspekty życia – nawet te najmniejsze – aktywuje zupełnie inne obszary mózgu. Kiedy zaczynasz dostrzegać, co ci się udaje, jakie masz możliwości lub jakie piękne momenty zdarzają się w ciągu dnia, tworzysz nową sieć połączeń neuronowych. Mózg uczy się wtedy innego wzorca: zamiast postrzegać świat jako miejsce pełne trudności, zaczyna dostrzegać szanse i inspiracje. To, na czym się koncentrujemy, zaczyna dominować w naszym życiu.

Zmiana myślenia nie wymaga cudownych metod – potrzebuje wytrwałości

Wielu ludzi szuka magicznego sposobu na poprawę życia – jakiejś cudownej techniki, która od razu przyniesie ulgę. Ale prawda jest taka, że najprostsze rozwiązania często okazują się najbardziej skuteczne. Przesunięcie uwagi z negatywów na pozytywy nie wymaga zaawansowanych narzędzi ani drogich warsztatów. Kluczem jest regularność i wytrwałość. To nie jest jednorazowa zmiana, którą można wprowadzić za pomocą „przełącznika” w głowie.

Każdy dzień to nowa okazja do ćwiczeń. Zaczyna się od małych kroków: może to być dostrzeżenie piękna w porannej kawie, wdzięczność za rozmowę z przyjacielem lub zauważenie, że deszcz, który pada, przynosi korzyści naturze. Z czasem staje się to nawykiem, a nasz mózg – jak każda inna część ciała – zaczyna dostosowywać się do tego, czego regularnie od niego wymagamy.

Lepsze życie to kwestia perspektywy, a nie okoliczności

Często wierzymy, że nasze życie poprawi się dopiero wtedy, gdy zmienią się nasze okoliczności – gdy dostaniemy lepszą pracę, więcej pieniędzy, gdy nasze relacje staną się prostsze. Tymczasem liczne badania wskazują, że zmiana perspektywy ma znacznie większy wpływ na nasze szczęście niż zmiany zewnętrzne. Kiedy zaczynasz dostrzegać pozytywy, zaczynasz wierzyć, że masz kontrolę nad swoim życiem. To nie świat się zmienia – to Ty zmieniasz sposób, w jaki go widzisz.

Zamiast czekać na „lepsze jutro”, zaczynasz dostrzegać, że to dzisiaj może być tym dniem, który przynosi satysfakcję. To podejście nie oznacza ignorowania problemów czy udawania, że wszystko jest idealne. Chodzi raczej o równoważenie uwagi – o świadome dostrzeganie tego, co dobre, co działa, co jest warte uwagi i wdzięczności.

Prze_myślnik #78 –  Filtr wiedzy

Obecnie żyjemy w czasach, gdzie z każdej strony zalewają nas porady, kursy i książki obiecujące prostą receptę na lepsze życie, super zmianę zawodową, sukces w social mediach lub zwielokrotnienie własnych finansów. Autorzy często przekonują, że odkryli sekret, który odmieni naszą codzienność. Problem w tym, że te „uniwersalne prawdy” często wzajemnie się wykluczają. My natomiast, zdezorientowani wielością wyborów trwamy w braku decyzji i niedziałaniu.

W natłoku informacji możemy łatwo się zagubić. Kluczem do rozwoju nie jest ślepe podążanie za każdym nowym trendem, lecz świadome wybieranie tych, których filozofia naprawdę do nas przemawia. Warto świadomie ograniczyć ilość źródeł, uruchomić krytyczne myślenie i jeśli zdecydujemy się na jakąś ścieżkę cierpliwie nią podążać.

Czasem to, co pomijamy, jest równie ważne jak to, co wybieramy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - filtr wiedzy

Od Rozgoryczenia do Sprytu: Jak zmienić trudności w siłę?

Przez dużą część mojego życia stałem po stronie pesymistów. Myślę, że wynikało to z mojego dzieciństwa – nie było ono tragiczne, ale też nie tak łatwe, jak u większości moich rówieśników. Nie budowało w pełni mojego poczucia własnej wartości, a dodatkowo dość często sprawiało, że odczuwałem brak możliwości korzystania z niego w taki sposób, jak inni. Przyszedł jednak taki moment, że przeszedłem na drugą stronę i stałem się racjonalistą z dużą domieszką optymizmu, dobrej energii i pozytywnego nastawienia. Już wiele razy byłem pytany, jak tego dokonałem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - spryt - rozgoryczenie - zmiana myślenia

Każdy z nas doświadczył momentów, w których rzeczywistość brutalnie zderzała się z naszymi oczekiwaniami. Rozgoryczenie, które w takich chwilach sie pojawia, jest zrozumiałe – czujemy się pokrzywdzeni, bezsilni, zdominowani przez niesprawiedliwość losu. Ale czy naprawdę musimy zatrzymywać się na tym etapie?

Moja odpowiedź, brzmi: NIE! Istnieje sposób, by zamiast narzekać na to, co nas spotyka, zacząć w tej sytuacji szukać możliwości. Klucz tkwi w zmianie perspektywy – zamiast czuć się bezradnym, można zacząć stawać się sprytnym.

Od rozgoryczenia do przemyślanej strategii

Rozgoryczenie ma swoje korzenie w frustracji spowodowanej rozdźwiękiem między tym, co sobie wyobrażaliśmy, a rzeczywistością. Trudno jest tego nie porównywać, zwłaszcza gdy wydaje się, że rzeczy miały potoczyć się inaczej, lepiej. Jednak w tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy cokolwiek zmieni nasza złość lub poczucie niesprawiedliwości? Zamiast tkwić w stanie żalu, możemy przejść do działania – to tutaj pojawia się szansa, by być sprytnym, a nie rozgoryczonym.

Jedna z ważniejszych stoickich zasad opiera się na dzieleniu spraw na te, które są w naszej kontroli, i te, które nie są. Gdy zrozumiemy, że na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu – los, zachowania innych ludzi, nieprzewidywalne zdarzenia – łatwiej jest nam skupić energię na tym, co możemy zmienić. Zamiast walczyć z rzeczywistością, uczymy się akceptacji, a to daje przestrzeń na kreatywne myślenie i poszukiwanie rozwiązań.

Przyjmij rzeczywistość i odkryj nowe możliwości

Akceptacja rzeczywistości nie oznacza kapitulacji. To raczej przełomowy moment, w którym przestajemy marnować energię na rozpacz nad tym, co straciliśmy lub co się nie spełniło. Zamiast patrzeć wstecz i porównywać, jak miało być, skupiamy się na tu i teraz. Pytanie „Co mogę teraz zrobić z tą sytuacją?” staje się kluczowe.

Stoickie podejście podpowiada, że w każdej trudności kryje się potencjał. Przyjmując to, co jest, zyskujemy wolność do działania. Może okazać się, że sytuacja, która wydawała się z początku stratą, otwiera przed nami nowe możliwości – na przykład rozwój w nowym kierunku, którego wcześniej nie dostrzegaliśmy. To sposób, aby odzyskać kontrolę nad swoim życiem i odczuć spryt, a nie bezsilność.

Na pozytywne podejście musi być przestrzeń

Jeśli ktoś sądzi, że po takiej mentalnej metamorfozie moje życie stało się jedynie błogie i szczęśliwe, jest w błędzie. Nie stałem się kuloodporny ani nie jestem wzorowym stoikiem o chłodnym, logicznym umyśle. Mam emocje i bardzo je sobie cenię, choć tak już jest, że w pakiecie z tymi pięknymi dostajemy również cały zestaw tych trudnych. Bywa więc, że się wściekam, marudzę, narzekam i nierzadko coś siarczyście skomentuję. Potrafię też się wkurzyć. Jednak w przeciwieństwie do przeszłości, nie pielęgnuję tych stanów, nie trwam w nich zbyt długo. Zadaję sobie pytanie: „Co mogę w tej sytuacji, tu i teraz, zrobić najlepszego, aby jak najwięcej ugrać dla siebie?”. To jest właśnie początek wejścia w stan sprytu i wyjścia ze stanu rozgoryczenia.

Pułapki Ortodoksji: Jak Skupienie na Jednym Celu Zawęża Nasze Pole Widzenia

W dzisiejszym świecie, pełnym wyzwań i presji na osiągnięcie sukcesu, często stawiamy sobie konkretne cele i dążymy do ich realizacji z pełną determinacją. Zresztą, kiedy tylko spróbowalibyśmy sobie trochę odpuścić, zaraz znajdzie się grono „życzliwych” krytyków, którzy zjadą nas z góry do dołu za zbyt małe staranie, pójście na łatwiznę lub mało ortodoksyjne podejście do jakiegoś tematu.

Sam tego doświadczam nieustannie, kiedy deklaruję że staram się zdrowo jeść i jeszcze co gorsza stwierdzam, że jestem „semiwegetarianinem”*. Tak więc, spora grupa osób, tłumaczy mi czym jest naprawdę zdrowe jedzenie i co powinienem jeść inaczej (to nic, że ich teorie są sprzeczne ze sobą). Do tego co rusz jakiś wegetarianin udowadnia mi, że „semiwegetarianizm” to żaden wegetarianizm i sczeznę w piekle dla mięsożerców. Natomiast Ci spożywający mięso, uznają mnie za pokręconego na równi z wegetarianami i ciągle raczą – według nich dowcipnymi pytaniami – dlaczego roślinne produkty udają mięsne z nazwy np. burger roślinny.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pułapki ortodoksji - skupienie na jednym celu

Ślepe Podążanie za Celem

Choć z próbą narzucania mi przez innych ortodoksyjnego patrzenia na różne sprawy radzę sobie całkiem dobrze. To od czasu do czasu, sam łapię się na swojej własnej głupiej ortodoksji. Chcę się podzielić jednym z moich ostatnich przyłapań, żeby pokazać czemu warto mieć otwartą głowę.

Dbam o zdrowy tryb życia i m.in. codziennie staram się zrobić 10 000 kroków. Dopuszczam jednak zastąpienie ich jazdą na rowerze. Oczywiście pod warunkiem, że będzie wystarczająco długa i dynamiczna, aby moje ciało dostało odpowiedni wycisk. Sęk w tym, iż mieszkam w takim miejscu, że wokół mnie jest sporo tras o dużym nachyleniu terenu, co jest super. Jednak nie wtedy, kiedy zmachany po wielu kilometrach wracasz do domu i musisz pokonać stromy podjazd, bo dom w którym mieszkasz mieści się na tzw. górnym tarasie, czyli mówiąc wprost na dużym wzniesieniu.

W efekcie, często rezygnowałem z przejażdżek rowerowych, bo wizja powrotu do domu zupełnie mnie zniechęcała. Co prawda, jest w moim mieście system elektrycznych rowerów miejskich, z którymi podjazd do domu nie stanowi problemu, ale uznawałem to za potwarz dla mojej dumy i aspiracji dla zdrowego trybu życia. Nie będę jeździł na „udawanym rowerze” z elektrycznym wspomaganiem. Tym sposobem mój rower sporo czasu spędzał w piwnicy, a ja dużym łukiem omijałem stacje rowerów elektrycznych.

Ślepota tego podejścia powodowała, że skoro elektryk nie męczy mojego ciała tak samo jak zwykły rower, to nie jest godzien mojej uwagi. Przejrzałem na oczy, kiedy najbliższa mi osoba zaproponowała wspólną przejażdżkę na elektrykach. Dodatkowo zachęciła mnie perspektywa tego, że pojedziemy tymi rowerami w jedno miejsce. Zostawimy je tam i pójdziemy sobie na długi spacer po lesie, z którego wyjdziemy w zupełnie innej części miasta i tam weźmiemy inne rowery elektryczne, którymi wrócimy do domu.

Korzyści z Elastyczności: Otwórz Się na Więcej Możliwości

Po tej wycieczce otworzyły mi się klapki, które miałem w swojej głowie i nagle dojrzałem potencjał miejskich rowerów elektrycznych. Już nie oczekuję od nich, że będą substytutem moich 10 000 kroków. Teraz są dla mnie odpornym na korki i szybkim środkiem do przemieszczania się po mieście, któremu nie straszne są wjazdy pod wysokie wzniesienia.

Dziś bardzo często jadę nimi w jakąś odległą część miasta, aby w niej zrobić te swoje 10 000 kroków i cieszyć się tym, że robię je w miejscu, które rzadko do tej pory odwiedzałem.

Powiem więcej, kiedy jadę na spotkanie w knajpce ze znajomymi, dziś często śmigam na rowerze elektrycznym. Nie muszę płacić za parkowanie samochodu w centrum miasta. Nie płacę za komunikację miejską i nie muszę czekać na autobusy nocne, kiedy chcę wrócić późno wieczorem po takim spotkaniu do domu. Rozwiązałem nawet problem z kaskiem rowerowym, bo to często nieporęczny kawał plastiku, z którym miałbym chodzić po mieście. Kupiłem sobie składany kask.

Jaka jest dodatkowo korzyść z tego podejścia? Jak sprawdziłem, kiedy wracam do domu na elektryku pod górkę spalam 1/3 kalorii, jakie bym spalił jadąc normalnym rowerem. Sęk w tym, że ze spotkania ze znajomymi wracałbym raczej autobusem lub taksówką, a tak spalam dodatkowe kalorie 😉


* Semiwegetarianizm – to odmiana diety ograniczającej spożycie mięsa. Wyłącza zupełnie mięso czerwone (wołowinę, wieprzowinę), a dopuszcza spożywanie mięsa białego (drób, ryby). W posiłkach można spożywać nabiał, jajka i miód. 

Prze_myślnik #77 –  Magia działania

Wielu z nas wciąż szuka magicznych sztuczek lub sposobów na zdobycie czegoś w życiu. Chcemy, aby było magicznie – to nie znaczy, że chcemy wyskakującego z kapelusza królika. Tak naprawdę pod słowem „magia” kryje się iluzoryczna nadziej na brak wysiłku. Chcemy po prostu coś dostać lub zdobyć nie wkładając w to pracy.

Na tej naiwności bazuje całkiem sporo reklam obiecujących nam magiczne zmiany w naszym ciele lub zdrowiu. Np. picie „magicznych” herbatek, które w „magiczny” sposób mają z naszego ciała usunąć nadmiary tłuszczu i to bez ćwiczeń i zdrowego odżywiania. Sądzę, że każdy kto próbował tego magicznego działania, jedyne czego doświadczył to ubytku gotówki, a nie tłuszczu.

Są jeszcze np. spece od inwestycji, którzy twierdzą, że włożysz tylko trochę gotówki w to co Ci proponują i potem będzie tylko siedział i patrzył jak Ci przybywa kasy na koncie. Czy naprawdę jesteśmy tacy naiwni, aby wierzyć że ludzie którzy znaliby taki sposób nie robiliby nic innego tylko opowiadali o tym innym wykupując w tym celu posty reklamowe w social mediach.

Specami od magii jesteśmy wreszcie bardzo często my sami. Kupujemy poradniki i mamy nadzieję, że po ich przeczytaniu coś się magicznie zmieni w naszym życiu. A jak nie, to kupimy sobie jeszcze jeden poradnik i jeszcze jeden. Może dorzucimy też jakiś kurs on-line lub płatny webinar. Niestety magia nie przenosi się przez papier lub łącza internetowe. Ona przenosi się tylko poprzez działanie jakie wdrożymy w naszym życiu na bazie tego co wyczytaliśmy w tych poradnikach. No, ale… przecież komu by się chciało wdrażać w życie te wszystkie porady.

Lubimy też sobie marzyć o wielki karierach i wysokich pensjach, tylko jakoś bardzo często zapominamy o wyboistej i wymagającej drodze, która do nich prowadzi. W sumie nie wiem skąd przychodzi nam do głowy taki pomysł, że tak sobie będziemy leżeć i marzyć i nagle „PUF!!!” i już jesteśmy prezesem. No ale nie byle jakim, tylko takim który bierze wysoką pensję, ma poważanie i magicznie unika wielkiej odpowiedzialności jaka na nim ciąży za wszystkie jego działania i decyzje.

Chcecie być czarodziejami i korzystać z magii, to bądźcie – tego Wam życzę.

Mam tylko jedną sugestię, zamiast magicznej różdżki używajcie magii działania i to tego, którego do tej pory unikaliście. Moje doświadczenia, doświadczenia moich klientów i wielu innych ludzi  jasno pokazują, że kiedy podejmujemy działania w obszarach, których unikaliśmy. Kiedy działamy, zamiast odkładać na później – dzieje się magia. Realizujemy plany, osiągamy cele, wzrasta nasze poczucie wartości, stajemy się bardziej odważni i spełnieni w życiu. Najczęściej też, magicznie stajemy się lepszym i fajniejszymi ludźmi. Nie zostaje mi zatem nic innego, jak życzyć Wam udanego czarowania.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - działanie

Kamizelka ratunkowa i pasy bezpieczeństwa w życiu i biznesie

Kiedy pracuję z moimi klientami nad przygotowaniem do trudnego dla nich wyzwania, które będzie rozłożone w czasie, niemal zawsze chcę żebyśmy dodatkowo wypracowali rozwiązania, które będą dla nich „pasami bezpieczeństwa” i „kamizelką ratunkową”.

Klienci, szczególnie Ci z biznesu nauczeni skupiania uwagi na zadaniu i efektywności jego rozwiązania zwykli zapominać, że zadanie nie wydarza się w próżni i szczególnie jak będzie trwało ono dłużej będą mu towarzyszyć różne stany i wydarzenia w jego otoczeniu i ich życiu.

Klienci nie z biznesu, często nie mają  wprawy w planowaniu wyzwań i często też nie mają bogatych doświadczeń w pokonywaniu różnych trudności. Z tego powodu przeraża ich już samo wyzwanie i to przerażenie jest na tyle spore, że nie pozwala spojrzeć na to co nadchodzi z szerszej perspektywy.

Tymczasem na każdego, kto mierzy się z długotrwającym trudnym wyzwaniem spadną wcześniej czy później wątpliwości, zmęczenie, chęć rezygnacji z wyzwania, czy przytłoczenie komplikacjami. Właśnie na te zdarzenia chce ich dobrze przygotować, oprócz pomocy w uporaniu się z samym zadaniem jakie wynika z wyzwania.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wyczerpanie - wyzwanie - brak energii - komplikacje

Systemy zabezpieczeń

Pasy bezpieczeństwa – ich główny zadaniem jest zabezpieczenie naszego ciała w sytuacjach, w których dochodzi do gwałtownego zahamowania pojazdu, kolizji przy dużej prędkości, wypadnięcia z drogi i np. koziołkowania pojazdu. Zabezpieczają nas też w samolotach przy startach, lądowaniu i podczas przydarzających się ostatnio coraz częściej turbulencji w czasie lotu. Zabezpieczają nasze ciało przed przemieszczaniem się, uderzaniem o różne elementy czy nawet wypadnięciem przez szybę.

Kamizelki ratunkowe – spełniają kilka ról w kryzysowych sytuacjach. Kiedy wpadamy do wody, to ich wyporność powoduje, że zawsze wyniosą nas na powierzchnię i pozwolą złapać oddech. Zadziałają nawet w sytuacji gdy wpadamy do wody po jakimś zderzeniu i straciliśmy przytomność. Mają jeszcze jedną super cechę, która przyda się nawet tym, którzy umieją pływać i nie stracili przytomności. Jeśli będą musieli oczekiwać w wodzie na ratunek sporo czasu i opadną z sił, one utrzymają ich na powierzchni i nie pozwolą pójść pod wodę.

Co systemy zabezpieczeń mają wspólnego z wyzwaniem do realizacji?

Pozwalają one w miarę bezpiecznie odpowiedzieć na twa typu problemów, które się pojawią.

Turbulencje w wzywaniu – są to momenty spiętrzeń trudności w realizacji zadania. Często nie planowane, a czasami nawet nadchodzące ze strony, z której byśmy się ich nie spodziewali np.

porzucił nas wspólnik realizujący z nami to zadanie

liczyliśmy na wsparcie najbliższych, a oni sabotują nasze działania

sprawy proceduralne miały iść szybko, a mnożą się zawiłości i utrudnienia

do dużej sterty problemów, doszły kolejne

przekraczamy wstępnie planowane koszty

pojawia się „przeciwnik” aktywnie utrudniający nasze działania

To trochę przypomina sytuację jakby nasz projekt wypadł z drogi i jechał po sążnistych wybojach, koziołkował lub przewrócił się na bok. W każdej z tych sytuacji możemy się potężnie poobijać. Czym bardziej będziemy pobijani, tym bardziej boli i demotywuje do działania. Zaczynamy się zastanawiać, czy to jest warte tego wysiłku, stawiamy pytanie „po co ja to robię”, czy to mi coś w ogóle da itp. itd.

Pasem bezpieczeństwa będzie zawczasu przedyskutowanie sobie tego po co chcesz podejść do danego wyzwania, jasne określenie jego celu i korzyści jakie Ci przyniesie jego realizacja. Następnie spisanie tego i trzymanie tej notatki w jakimś podręcznym miejscu w trakcie całego wyzwania. Kiedy opadniesz z sił, będziesz miał gorszy dzień i dopadną Cię wątpliwości ta notatka pozwoli przypomnieć sobie po co to robisz. Uwierz mi, że jak nie będziesz miał tego spisanego, to w trudnych monetach nie przypomnisz sobie tego tak łatwo. Chodzi o to, abyś niczym pasami bezpieczeństwa był przypięty do celu i korzyści z tego działania.

Brak siły i energii – każde wyzwanie męczy, a długotrwałe niemal wysysa energię. Ta natomiast jest niezbędna do pokonywania przeszkód i trudności. Z tego powodu, już zawczasu przygotowujemy z moimi klientami jakieś dostępy do „źródełek energii”, z których będą się doładowywali. Może to być zadbanie o higienę pracy i czas na relaks oraz odpoczynek w trakcie trwania wyzwania. Może to być zintensyfikowanie spacerów na łonie natury, albo spotkań ze znajomymi w zależności od tego co komu dodaje energii. Pomysły skąd czerpać energię naprawdę bywają bardzo różne. Chodzi jednak o to, aby określić je zawczasu i stosować w ramach profilaktyki, a nie jako lekarstwo w stanach wyczerpania. Stały dopływ energii, będzie działał jak kamizelka ratunkowa, pozwalając nam utrzymać się na powierzchni wody w trudnych i wyczerpujących momentach.

Musze przyznać, że wielu moich klientów jest zaskoczonych w czasie naszej pracy nad przygotowaniem się do wyzwania, kiedy ich pytam: „Wiemy, że to zadanie będzie zużywać Twoją energię, jak zamierzasz ją na bieżąco doładowywać?”.

 

Sposoby zabezpieczeń wypracowywane z moimi klientami bywają bardzo różne, tak samo jak różni są moim klienci i ich sprawy. Ostatnio pomagałem zapinać pasy bezpieczeństwa i zakładać kamizelki ratunkowe w takich sytuacjach jak przygotowanie do rozwodu, zmiany pracy, zmiany ścieżki kariery, przeprowadzka do innego miasta, reorganizacja firmy, rozpoczęcie działalności w nowym obszarze (zmian profilu), podjęcie się prowadzenia jednocześnie dwóch dużych projektów.

Ich posiadanie, nie oznacza konieczności skorzystania z nich. Jednak już sama świadomość, że je mamy i możemy z nich skorzystać w razie potrzeby, dodaje poczucia bezpieczeństwa i odwagi w działaniu.

 

Ważny sygnał ostrzegawczy z Twojej głowy

W dzisiejszym pędzącym świecie całkiem łatwo jest doprowadzić do stanu przeciążenia naszego organizmu. Nie trzeba się nawet jakoś specjalnie starać. Wystarczy przez chwilę być nieuważnym i wziąć na siebie za dużo, albo pozwolić innym na wrzucenie nam tego.

Czasami to nawet nie jest kwestia obiektywnie zbyt dużej liczby zadań czy zdarzeń. Natomiast jest ich zbyt dużo w odniesieniu do naszej kondycji fizycznej czy psychicznej w danej chwili. Pojawia się wtedy taki moment, że przychodzi myśl: „chciałbym, stracić przytomność na dwa dnia, aby się na moment od tego wszystkiego odłączyć”, „po co mi ta firma, gdybym był zwykłym stoczniowcem życie byłoby prostsze”, „mam tego wszystkiego dość, specjalnie zawale ten projekt niech mnie wywalą i będzie po wszystkim”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sygnał ostrzegawczy - incepcja

Powyższe myśli są tylko przykładami, u każdego z nas mogą brzmieć nieco inaczej. Co tak naprawdę one oznaczają? Czy faktycznie chcielibyśmy aby zrealizował się scenariusz w nich zawarty?

Bączek w „Incepcji”

„Incepcja” to film Christophera Nolana z 2010 roku, który opowiada o przygodach Doma Cobba i jego zespołu specjalistów. Zajmują się oni tytułową  incepcją, czyli projektowaniem i wchodzeniem do snów innych osób w celu zaszczepienia im w umyśle jakiegoś pomysłu – może to być np. inwestycja na giełdzie, albo pogodzenia się z kimś, z kim jesteśmy od dawna w konflikcie.

Wchodzą jednak do świata snów innych ludzi można się czasami zagubić i przestać odróżniać co jest snem, a co rzeczywistością. Z tego powodu każdy z członków tego zespołu ma swój sposób na sprawdzenie, czy wciąż śni. Dla Doma jest to puszczenie małego bączka. Jeżeli urządzenie się przewraca, to znaczy, że jest w realnym świecie. Jeżeli jednak nie przestaje się kręcić, to wie, że jest w stanie snu.

Kreacja w naszej głowie

Nasz umysł też tworzy różne światy, a w zasadzie sposoby postrzegania rzeczywistości. Uruchamia różne filtry, perspektywy i podpina pod to jeszcze jakieś przekonania.

Szczególnie lubi posługiwać się lękiem i wkręcać nam filmy o tym jak wszystko pójdzie zaraz źle. Do tego swoje dołoży wewnętrzny krytyk. Jeżeli tylko coś będzie nam szło nie tak, lub w ogóle nie pójdzie, od razu poczęstuje nas informacją, że: „jesteśmy do niczego”, „jesteśmy słabi”, „jesteśmy głupi”, „wszyscy się z nas śmieją” itd. itp.

Właśnie w tych momentach kiedy jesteśmy zmęczeni lub osłabieni (np. z powodu choroby) wali się na nas wszystko: nie mamy siły, mamy wizję jak wszystko zaraz pójdzie źle i wiemy jak kiepscy jesteśmy. Myśl, żeby zemdleć, specjalnie zawalić projekt lub zostać stoczniowcem wyrasta jak spod ziemi.

I teraz uwaga… te myśli są jak bączek w Incepcji.

Jeżeli popłyniemy za nimi i zaczniemy rozmyślać jak super byłoby, gdyby się wydarzyło to o czym sobie pomyśleliśmy to znaczy, że wypadliśmy z realnego świata. Wpadając najprawdopodobniej w wyimaginowaną pułapkę, którą zastawił na nas lęk.

Jeżeli natomiast otrząśniemy się z tych myśli i pomyślimy „co ja pieprzę” – jesteśmy w świecie realnym.

Utarta przytomności na dwa dni niczego nie załatwi.

Umyślne zawalenie projektu spowoduje, że stracimy robotę i poczucie wiary w siebie. Jeżeli już, to pociągnij ten projekt najlepiej jak potrafisz. Jeżeli uda Ci się go skończyć, będziesz miał sukces, ale zarazem po tym zwycięstwie możesz złożyć wypowiedzenie, aby nigdy już się nie narazić na takie przeciążenie. Jeżeli projektu nie uda się skończyć, będziesz miał czyste sumienie – zrobiłeś co mogłeś.

 No i pomysł zostania stoczniowcem, gdy dzisiaj jesteś menedżerem lub właścicielem firmy – naprawdę? W tym pomyśle pociąga cię tylko brak odpowiedzialności na stanowisku stoczniowca, a nie robota jaką wykonuje stoczniowiec. Najprawdopodobniej znienawidziłbyś ją w parę dni.

Spirala lęku

Czemu podejście do tych myśli jak do bączka z „Incepcji” jest takie ważne?

Bo takie myśli przeważnie powodują u nas przygnębienie, spadek energii, której i tak jest mało, poczucie żalu i straty (bo mogło by być tak fajnie) oraz szepczą „nie masz wyjścia, nie dasz rady, polegniesz”. Ulegając im, podkręcamy lęk, a lęk kreuje dalsze jeszcze bardziej katastroficzne wizje. Ta nakręcająca się spirala już wiele osób popchnęła do depresji, wypalenia zawodowego lub innych zaburzeń.

Kiedy potraktujemy te myśli jako ostrzeżenie, że odpadliśmy od realnego postrzegania świata – możemy na nie racjonalnie zareagować. Zatrzymać się na moment. Wziąć kilka głębszych oddechów. Zdystansować się od sprawy, aby zobaczyć ją bardziej obiektywnie i z większej perspektywy. Następnie podjąć przemyślane działania, które będą szły w dwóch kierunkach:

Pierwszy – wzmocnić siebie. Np. zadbać o sen, lepsze odżywianie, lepsze nawodnienie, krótki spacer lub podanie sobie odpowiednich suplementów.

Drugi – spojrzeć gdzie jesteśmy, gdzie chcemy dojść i wyznaczyć pierwsze kroki, które są najpilniejsze lub konieczne. Działać strategicznie, a nie próbować jednocześnie ogarniać wszystko i gasić wszystkie pożary. Być może jasno zakomunikować, że potrzebujemy wsparcia.

Myśli, o których piszę w tym artykule nie są ani dobre, ani złe. Są za to jasnym sygnałem, że trzeba coś zmienić w naszym działaniu. To jak do nich podejdziemy, zależy już tylko od nas.

Samowspółczucie – iluzoryczna słabość, która dodaje nam siły

W mojej pracy coachingowej często pracuje z osobami, które są bardzo wymagające wobec samych siebie. Wysoko stawiają swoją życiowo-zawodową poprzeczką i choć są zmęczone lub nawet przemęczone cały czas nie odpuszczają. Chcą udowodnić sobie i innym, że są silne i dadzą radę. Zupełnie nie mając świadomości, że tej siły w ten właśnie sposób się pozbawiają.

Współczucie dla samego siebie, zwane samowspółczuciem, to pojęcie dość odległe naszej kulturze. Polska kultura tradycyjnie ceni ciężką pracę i samodyscyplinę a samowspółczucie traktuje jako równoznaczne z lenistwem lub brakiem ambicji. Do tego dochodzą silne w naszej kulturze wartości katolickie, które choć cenią pomoc i współczucie dla innych, to już podobne traktowanie samego siebie nierzadko określają mianem egoizmu. Efektem tego swoistego miksu jest przekonanie, że samowspółczucie jest sprzeczne z ideą bycia produktywnym i odpowiedzialnym.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - samowspółczucie - współczucie dla samego siebie

Korzeni podejścia opartego na współczuciu dla samego siebie można się doszukiwać w starożytnych tradycjach medytacyjnych i filozoficznych, takich jak buddyzm. Znajdziemy je także w jednej z podstawowych zasad jogi zwanej Ahimsą. Jest to reguła etyczna nakazująca niewyrządzanie krzywdy i co ciekawe odnosi się ona zarówno do innych jak i samego siebie. Zatem samowspółczucie oznacza traktowanie siebie z taką samą życzliwością, zrozumieniem i wsparciem, jakie okazalibyśmy bliskiej osobie w trudnych chwilach.

Dlaczego samowspółczucie jest ważne?

Samowspółczucie bywa mylnie utożsamiane z biernością lub rozczulaniem się nad sobą, jednak takie spojrzenie jest dalekie od prawdy. W rzeczywistości, samowspółczucie to aktywne podejście do własnych potrzeb i emocji, które sprzyja zdrowemu i zrównoważonemu życiu.

1 Redukcja stresu i lęku

Jeżeli potrafimy być dla siebie życzliwi w trudnych sytuacjach to dzięki temu doświadczamy mniejszego stresu i niepokoju. Kiedy jesteśmy dla siebie surowi i krytyczni, zwiększamy poziom kortyzolu – hormonu stresu. Życzliwość wobec siebie aktywuje system relaksacji, co sprzyja redukcji stresu i lęku.

2 Lepsze zdrowie psychiczne

Jak pokazują badania, osoby praktykujące życzliwość wobec samych siebie mają niższe ryzyko depresji i innych zaburzeń psychicznych. Samowspółczucie pomaga w radzeniu sobie z negatywnymi emocjami i trudnymi doświadczeniami. Dzieje się tak, bo zamiast tłumić uczucia lub je ignorować, uczymy się ja akceptować i przeżywać w zdrowy sposób.

3 Wzrost motywacji i odporności

Ten aspekt lubię szczególnie za jego przewrotność. Wbrew powszechnemu przekonaniu, samowspółczucie nie prowadzi do pobłażliwości wobec siebie i lenistwa. Jest wręcz odwrotnie – badania pokazują, że osoby współczujące sobie są bardziej zmotywowane do osiągania celów i podejmowania wyzwań. Wiedzą, że mogą liczyć na swoje wsparcie, nawet jeśli coś pójdzie nie tak, co zwiększa ich odporność psychiczną i zdolność do podejmowania ryzyka.

Przypomnij sobie z ilu możliwości zrezygnowałeś w swoim życiu, bo nie dawały gwarancji sukcesu i miałeś poczucie, że gdybyś podjął się tego ryzyka i nie odniósł sukcesu, to byś sobie nie wybaczył tej błędnej decyzji. To właśnie m.in. z tej przyczyny mnóstwo ludzi tkwi od lat w pracach, których nienawidzi i w związkach, w których się tylko męczy – nic z tym nie robiąc.

4 Lepsze relacje z innymi

Osoby współczujące sobie są bardziej empatyczne i wyrozumiałe zarówno wobec siebie, jak i wobec innych. Łatwiej rozumieją i akceptują fakt, że wszyscy ludzie mają swoje trudności i słabości, co sprzyja budowaniu głębszych i bardziej autentycznych więzi. Są w tej sytuacji też mniej skłonne do krytycznej oceny innych.

5 Wzmocnione poczucie własnej wartości

Dzięki praktyce samowspółczucia budujemy zdrowe poczucie własnej wartości, które nie opiera się na porównaniach z innymi ani na osiągnięciach zewnętrznych. Dzięki temu nasz poczucie wartości jest bardziej stabilne i odporne na zmieniające się okoliczności. Mamy świadomość, że zasługuje na miłość i szacunek, niezależnie od tego, co się dzieje w naszym życiu.

6 Konstruktywne podejście do błędów

Praktykując samowspółczucie potrafimy bardziej konstruktywnie podejść do swoich błędów i porażek. Zamiast obwiniać się i krytykować, uczymy się z tych doświadczeń i szukamy sposobów na poprawę. To podejście wspiera rozwój i adaptację, tak ważne w dzisiejszym dynamicznie zmieniającym się świecie.

7 Zdrowy balans między pracą a odpoczynkiem

Osoby współczujące sobie potrafią dostrzec, kiedy potrzebują przerwy i regeneracji, co zapobiega wypaleniu zawodowemu i chroni przed chronicznym stresem. Taki balans sprzyja długofalowej efektywności i zdrowiu.

Warto zatem pamiętać, że samowspółczucie to wbrew pozorom potężne narzędzie, które może znacząco poprawić nasze zdrowie psychiczne i emocjonalne, zwiększać motywację i wzmacniać poczucie własnej wartości. W dzisiejszym świecie, pełnym wyzwań i presji może ono stanowić klucz do zdrowszego i bardziej spełnionego życia.

Właściwy kierunek, jest ważniejszy niż właściwe decyzje

W naszym życiu często stajemy przed sytuacjami, które zmuszają nas do podejmowania decyzji. Niejednokrotnie te wybory mogą wydawać się przytłaczające. Szczególnie jeżeli wierzymy w to, że każda decyzja ma znaczenie dla naszego sukcesu lub porażki. Jeżeli faktycznie tak myślimy, znaleźliśmy się w pułapce, która z jednej strony blokuje nasze wybory, a z drugiej strony straszliwie wyczerpuje nasze zasoby energetyczne.

To czego potrzebujemy, to szerszego spojrzenia i przyłożenia większego wysiłku nie do jednostkowych decyzji, ale do wyboru i trzymania się wybranego kierunku.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - właściwe decyzje - kierunek

Decyzje vs. kierunek

Decyzje to konkretne punkty na mapie naszego życia – np. wybór szkoły, zmiana pracy, zakup nowego mieszkania. Każda z nich wydaje się wręcz monumentalna w momencie, w którym musi być podjęta. Kiedy jednak spojrzymy na szerszy obraz, dojdziemy do wniosku, że to nie pojedyncze decyzje definiują nasze życie, ale definiuje je raczej kierunek, w którym zmierzamy.  

Podążanie we właściwym kierunku należy rozumieć jako dążenie do celów, które są zgodne z naszymi wartościami i aspiracjami (pod warunkiem, że je znamy). Jeśli skupimy się na kierunku, łatwiej możemy zaakceptować błędy i zmiany decyzji, ponieważ mamy świadomość, że są one częścią większego procesu. Dzięki temu unikniemy tzw. paraliżu decyzyjnego. Skupiając się jedynie na właściwym podejmowaniu decyzji, nadajemy im wyimaginowanie wielkiego znaczenia i niemal umieramy ze strachu, że każda podjęta decyzja może być tą „złą”.

Ja sam w takich sytuacjach używam jednej z technik, którą poznałem na kursie coachingu. Kiedy utykam w jakiejś decyzji staram się na nią spojrzeć z szerszej perspektywy. Najpierw próbuję poczuć jak się z nią czuję, kiedy jestem blisko niej. Potem w wyobraźni przesuwam się w najdalszy róg pokoju i stamtąd przyglądam się tej sytuacji. Następnie w wyobraźni oddalam się tak daleko, aby widzieć tę decyzję z perspektywy całego miasta a następnie całego kraju. Ostatecznie wznoszę się ponad naszą planetę i patrzę na tę decyzję z perspektywy kosmosu. Zapewniam, że w tym momencie schodzi ze mnie cała presja i ciśnienie związane z tą decyzją. Nagle, okazuje się ona małym niewiele znaczącym wyborem, którego muszę dokonać. Z tak poszerzoną perspektywą i większym luzem powracam do samej decyzji, aby ją podjąć.

Znaczenie kierunku w życiu

Załóżmy, że jestem młody chłopakiem, który marzy o karierze w branży technologicznej. W pewnym momencie staję przed wyborem: pójść na studia informatyczne na renomowanej uczelni, czy podjąć pracę w start-upie, w którym od razu będę zdobywał praktyczne doświadczenia. Całą sytuację utrudnia to, że obie opcje mają swoje plusy i minusy, a w momencie podejmowania tej decyzji jawi mi się ona jako kluczowa dla mojej przyszłej kariery/życia.

Znajduję się więc pod ogromną presją, rozpaczliwie szukając odpowiedzi na pytania: Co wybrać, aby postąpić właściwie? Czy to będzie najlepsza rzecz dla mnie? A prawda jest taka, że tego nie wiem. Jedyne co mogę zrobić, to dokonać wyboru i sprawić, aby ten wybór stał się najlepszym wyborem jakiego mogłem dokonać.

Jeżeli mam jasno wytyczony kierunek – rozwój w branży technologicznej – to obie decyzje mogą mnie doprowadzić do sukcesu. Jeżeli tylko będę się konsekwentnie trzymał wytyczonego kierunku i uczył się oraz rozwijał swoje umiejętności, niezależnie od wybranego scenariusza.

Z tego powodu tak kluczowe jest, aby włożyć więcej wysiłku w pracę, która ma miejsce po dokonaniu wyboru, niż w cały wysiłek włożony w dokonanie tego wyboru.

Skupienie na właściwym kierunku

Pozostaje pytanie, jak dokonać tego, aby bardziej skupiać się na kierunku, niż na właściwych decyzjach. Poniżej podaję cztery kroki, które według mnie są kluczowe:

Określenie swoich wartości i celów – zrozumienie tego, co jest naprawdę dla Ciebie ważne. Dzięki temu możesz ustawić ustawić życiowy kompas w odpowiednim kierunku.

Elastyczność i adaptacja – bycie otwartym na zmiany i niespodziewane okoliczności. Nawet jeśli jakaś decyzja nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, to może ona otworzyć drzwi do nowych możliwości.

Nauka na błędach – błędy są nieodłączną częścią procesu. Są błędem, ale nie należy ich postrzegać  jako porażki, lepiej podchodzić do nich jak do cennych lekcji. Pomagają one lepiej zrozumieć siebie i swoje cele. Czasami też pozwalają na przyszłość wykluczyć z naszych decyzji pewne kierunki, które nam nie odpowiadają.

Stały rozwój – konsekwentne dążenie do samodoskonalenia. Dzięki temu, bez względu na decyzje jakie podejmujesz, skupienie się na ciągłym rozwoju zapewni, że zawsze będziesz zmierzać w stronę swojego celu.

Podsumowaniem dla tego wpisu, niech będzie poniższy cytat:

Świadomość tego, że mamy wpływ na swoje życie, jest ciągle niewystarczająca. Większość ludzi uważa, że nie mają wyboru i że to świat zewnętrzny determinuje to, co mogą, a czego nie mogą. To nieprawda. Możemy mieć wpływ na swoje życie, kiedy podejmujemy odważne decyzje i nie zrażamy się niepowodzeniami, które są naturalną częścią życia

Jakub. B. Bączek